Nagroda Nike jest jedną z niewielu nieskorumpowanych instytucji w tym kraju. Ostatnie nagrodzenie literatów przyniosło dowody, że właściwi też czasem wygrywają.
Rozdanie nagród Nike uspokoiło mnie na wielu płaszczyznach. Miło, że są jeszcze ludzie, którzy wiedzą, co jest najlepsze, a co swoją głupota zagraża cywilizacji. Tu oczywiście ukłony w stronę autorów i jurorów. Właściwi ludzie na właściwych miejscach.
Dorota Masłowska, nagrodzona za „Pawia Królowej” uznała, iż czuje się wstrząśnięta, nie zmieszana. Myślę, że powodów do wstrząsu zbyt wielu w tym przypadku nie było. Jej książka w formie quasi-hiphopowego dialogu to objawienie w historii literatury. Jej wygrana była tylko formalnością. Nasz Gombrowicz w spódnicy stworzył kolejne, po „Wojnie polsko – ruskiej”, arcydzieło, które wprawia w literacką ekstazę bez wspomagaczy;)
Czytelnicy dorównali jury i również wykazali się świetnym gustem wybierając „Dwukropek” Wisławy Szymborskiej. Nomen omen, z tęczowym elementem okładki...
Noblistka daje świetny dowód na to, jak mówiąc o rzeczach wielkich, nie używać pompatycznych słów, a będąc w jesieni życia, ciągle rozumieć świat nas wszystkich.
Kiedy oglądałam relację z rozdania nagród przeszła mi przez myśl dość optymistyczna wizja. Otóż, świat literacki w dużym stopniu pozostaje jak najbardziej uczciwy, a gusta czytelników są na wyśmienitym poziomie.
„Lubiewo” Witkowskiego, które znalazło się w finale NIKE 2006 dopełnia świetlanego obrazu infrastruktury bez cienia korupcji. Bo właściwie co by szkodziło przekupić jednego z jurorów lub wywinąć jakiś inny numer? W końcu tu jest Polska i tu przekupstwo jest na porządku dziennym. Chwała tym, którym przez myśl nie przeszło cos takiego.
Adam Michnik napisał kiedyś, że Polska to kraj, w którym nawet Archanioł Gabriel dałby się skorumpować. Jak widać, w tym przypadku - niesłusznie.
Pisała dla Was, wstrząśnięta, nie zmieszana Magnatka.