„Znowu znaleziono martwego łabędzia”. Komunikaty o podobnej treści dociarają do nas każdego dnia. Nafaszerowani obawą i niechecia do ptaków, karmieni stwierdzeniami budzącymi strach przed dotąd nie znana chorobą, od jakiegoś czasu czujemy lęk przed pierzastymi stworzeniami.
Jeszcze zeszłej zimy wyczekiwaliśmy niedzieli, kiedy to pójdziemy z rodziną do parku podzielic się skrzętnie odkładanym przez cały tydzień chlebem z krzykliwymi kaczkami i majestatycznymi łabędziami W tym sezonie rokuję ciężką zimę zarówno ptakom wodnym, jak i tym drugim, bardziej lądowym. Bo kto odważy się zaczepić na parapecie drewniany karmniczek, ostatnimi czasy postrzegany jako inkubator wirusów wywołujacych ptasią zarazę, potocznie zwana ptasią grypą, bardziej naukowo Influenzą. Zwał jak zwał, ale zawsze to jakis rodzaj zarazy. Co gorsza, bliżej nieznanej i orientalnej, a więc jeszcze bardziej strasznej.
Będąc przy temacie ptaków postanowiłam sięgnąć do popularnej encyklopedii w celu zapoznania się z definicją poruszanego tematu.
To, co tam znalazłam, z czystym sumieniem określic mozna jako antyptasią ptasią definicję. Opis w najlepszym wypadku skojarzyc można z prezentacją slwetki bohatera tolkienowskego podziemia. Dla lepszego zrozumienia mojego oburzenia przedstawiam definicję ptaka: „Na gromadę ptaków składają się stałocieplne kręgowce o ciele pokrytym pierzem (pióro – twór nabłonkowy, wyrastajacy z brodawki skórnej), przednie kończyny wskutek ewolucji przekształciły się w skrzydła, szczeki okryte rogowym zębem. Wiele gatunków to wtórne nieloty.”
Czy nieprawdą byłoby wysnucie stwierdzenia, że ptaki, nawet te z książki, są od początku ustawione na nieco przegranej pozycji? Może to tylko złudzenie. Ale zastanawiam się czy te definicje zawsze były takie, czy tylko ostatnio nabrały tak nagatywnego wydźwięku.
W gazetach czytamy: „Nie pytacje czy dojdzie do nas ptasia grypa, pytajcie kiedy!”
Po pierwsze sama to ona nie dojdzie, tylko zostanie przytransportowana na ptasich koczownikach, po drugie po co w ogóle pytać i niepotrzebnie sie martwić. Jak dojdzie, to na pewno media nas o tym poinformują. W najgorszym przypadku nasz rodzinny lekarz.
Zjawisko awizofobii (lęku przed ptakami) zatoczyło bardzo szeroki krąg. Do tej pory najboleśniejsze skutki tego całego zamieszania odczuli hodowcy drobiu i co ciekawe producenci poduszek wypełnionych naturalnym pierzem. Dotychczas uważanych za najlepsze, najbardziej ekologiczne i najzdrowsze.
Pomimo wszystkich tych zagrożeń i ewentualnych powikłań chorobowych zdołałam dopatrzeć się paru tak zwanych plusów. Przede wszystkim jest szansa na zdziesiątkowanie stad gołębi miejskich, które z powodu braku wrogów naturalnych mnożą się jak przysłowiowe króliki. Poza tym juz najwyższy czas zacząć jeść coś innego niż tyklo kurczaki, kurczaki i indyki. No i najmniej humanitarny, choć najbardziej lukratywny aspekt;
może tak zaraza dotrze na Wiejską i wyzwoli nasz kraj od dwóch takich kaczek?