Heja otwiera oczy
Najserdeczniejsze podziękowania chcę złożyć na ręce agencji reklamowej jako pomysłodawcy nowej gadającej i mrugającej reklamy na wprost okien mojego mieszkania.
Do tej pory nie bardzo zdawałam sobie sprawę z użyteczności nadpobudliwej aktywności umysłowej człowieka. Dopiero kiedy usłyszałam powtarzające się przez całą noc z częstotliwością raz na minutę słowo „heja”, zdałam sobie sprawę, że przecież nie żyjemy już w latach osiemdziesiątych, gdzie ciepłe posadki w urzędach były spełnieniem marzeń każdego dorosłego człowieka. Raz na zawsze skończyło się lepienie pierogów i pieczenie kurczaków na obiad w trakcie ośmiu godzin pracy dla całej rzeszy urzędasów przez koleżanki z branży, które teraz nie mogą obsłużyć petenta, bo gotują. Teraz w pracy trzeba dawać z siebie maksimum wysiłku najlepiej przez całą dobę i siedem dni w tygodniu. Mały baner uzmysłowił mi wreszcie, że jedynie ciągłe napięcie i brak odpoczynku mogą rozbudzić we mnie jakże pożądaną w dzisiejszych realiach cechę pracownika nastawionego w gospodarce rynkowej prosprzedażowo.
Do tej pory wstyd się przyznać, ale przychodząc zmęczona po jedenastu godzinach intensywnej umysłowej pracy jadałam obiad, liczyłam przy tym na spokój, szukałam wyciszenia i możliwości zebrania myśli. Klęłam każdego dnia na samochody za oknem, próbowałam szukać rozwiązania na drażniący mnie hałas. Stopery, chowanie się pod kołdrę, zamykanie w łazience, rzucanie przez okno doniczkami w motorzystów w celu eliminacji hałasu to codzienność. Doszłam już do takiego stadium, że śniadanie jadałam w łazience, tuż po pościeleniu łóżka chwytałam po doniczkę i szukałam obiektu, na którym mogłabym wyładować swoją zgryzotę i wynalazłam tani sklep ogrodniczy w drodze z pracy do domu dobrze zaopatrzony w sprzęt do zasadzania świeżych sadzonek i samych sadzonek. Słuchawki na uszy i disckman pomagały mi zastąpić uliczną wrzawę na inną. Nie mogłam doczekać się zimy, kiedy to można poobklejać okna z każdej strony i tłumacząc to zatrzymaniem ciepła nie wyjść na dziwaka.
Dziś wiem, że nie tylko powinnam być wdzięczna losowi, że obdarował mnie mieszkaniem przy ruchliwej, przelotowej trasie, ale powinnam też liczyć na dodatkowe efekty dźwiękowo-wizualne, które podtrzymywałyby mój umysł w ciągłej gotowości. Potrzebowałam jednej nieprzespanej nocy w środku tygodnia, żeby otworzyć swoje zaślepione dotąd oczy.
Od czasu mojej wewnętrznej przemiany postanowiłam wdrożyć w moje życie kilka nowych założeń, które pomogą mi wtopić się w nową cywilizację i poczuć, co to znaczy być elementem mechanizmu gospodarki rynkowej. Przede wszystkim po przyjściu z pracy nie będę zamykać okien, ale wręcz przeciwnie. Będę otwierać je jeszcze szerzej, żeby dać szansę umysłowi na kontemplowanie odgłosów samochodów, tramwajów, silników motorów i stłuczek samochodowo-tramwajowych. Od razu po wejściu do domu będę uruchamiać komputer, żeby nie zdążyła dotrzeć do mnie chęć uspokojenia się i odpoczynku. Dodatkowo będę wyczekiwać na głos „heja”, jego częstotliwość będzie nadawać mi rytm pracy. Szybko zapomnę o fazie snu REM, który niepotrzebnie wprawia mnie w sesję marzeń sennych. Noc będę spędzać bez wtyczek do uszu i wsłuchując się podświadomie w hasło reklamowe „heja”, nie dam mojemu umysłowi zostać pochłoniętym przez głębię relaksu jakże niepotrzebną w dwudziestym pierwszym wieku.
Na koniec chcę zachęcić agencje reklamowe do zintensyfikowania swoich działań i jak największej kreatywności. Dzięki nim nasze społeczeństwo może stać się bardziej ucywilizowane, produktywne i pracowite. A co za tym idzie wpłynie na rozwój naszej gospodarki i być może na konkurowanie z takimi potentatami gospodarczymi, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki. Bóg, honor, ojczyzna to przeżytki. Proponuję wdrożyć nowy slogan: reklama, chamstwo, wzrost gospodarczy.