Zaczynając pisać felieton na temat otaczającego mnie kiczu, musiałem zastanowić się nad znaczeniem słowa - kicz. W słowniku znalazłem jego określenie : bezwartościowy obraz, utwór, szmira, tandeta. Na myśl od razu przyszło mi moje ukochane podwórko. Jest ono jedyne w swoim rodzaju. Jeżeli ktokolwiek znajdzie na nim, choć jedną normalną osobę, oddam mu całe moje oszczędności.
Na początku zacznę od tego, że wszyscy za dnia mówią sobie dzień dobry, do widzenia i wszyscy są dla siebie mili. Wieczorem zaś, pod przykrywką nocy, czar pryska i mili sąsiedzi zamieniają się w Ogry niczym Królewna Fiona w Shreku. Gdy wychodzisz z psem, wszyscy na ciebie krzywo patrzą i coś mruczą pod nosem. W pokojach od strony balkonów, często po północy słychać włączoną, pracującą na maksymalnych decybelach pralkę marki Whirpool, a niekiedy kłótnie sąsiadów. Na moje nieszczęście niedawno wprowadzili się nowi sąsiedzi z małym dzieckiem piętro wyżej, co oznacza, że codziennie muszę znosić wieczorami jego tupanie.
To tylko niewielkie zalety mojego osiedla. Znajdują się tu wszystkie rodziny od A do Z, z alfabetu Grozy m.in. rodzina ubrana w ciuchy i buty tylko firmy Nike, czy mili państwo, którzy zabraniają swojemu synowi (14 lat) jeść lodów, bo dostanie jakiegoś dziwnego wirusa. Wnioski wyciągnijcie sami.
Kolejnym tematem, jakim chciałbym poruszyć jest Wojna Pokoleń. Jak wiadomo w dzisiejszych czasach, trudno o dobrze wychowanego młodzieńca, który szanuje i kłania się starszej osobie. Niedawno zaistniała dziwna sytuacja. Otóż przed moją klatką była sobie mała (może niezupełnie, niczego sobie winna, zielona ławeczka. Wiele osób na niej siadało i wypoczywało. Nikt nigdy na niej nie robił nic złego. Aż pewnego dnia, pewnej pani ubzdurało się, że cytuję - "bachory zakłócają ciszę nocną i są niebezpieczni dla otoczenia". Zadzwoniła do Spółdzielni Mieszkaniowej i nim się obejrzałem - ławki już nie było. Głośni? Niebezpieczni? Jakoś nigdy nie odnotowałem takiego zdarzenia, chyba, że owej pani chodziło o zabawę małych dzieci typu "pif-paf" lub na oglądała się za dużo Uwagi i Interwencji (a może to było "Nie do wiary" ? i miała mroczki przed oczami i coś jej się przywidziało.
Kończąc mój felieton chciałbym zaznaczyć, że to, co tutaj opisałem to tylko namiastka tego, co dzieje się w rzeczywistości na moim szanownym podwórku. Mam też nadzieję, że cyrk, jaki się tutaj znajduje, niedługo przemieni się w wesołe miasteczko.
Karol K.