Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (52)
Media (157)
Obyczaje (212)
Ona-On (80)
Polityka (219)
Społeczeństwo (327)
Sylwetki (41)
Inne (316)
Poczekalnia (624)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Pieskie zwycięstwo emeryta, czyli jedzie pociąg z daleka…
Pieskie zwycięstwo emeryta, czyli jedzie pociąg z daleka…
Pociąg, bo on nim mowa sam w sobie nie jest niczemu winny, bo to nie on jest przy­czyną czę­stych spóź­nień, nie on odpo­wiada w nie­grzeczny spo­sób do osób podró­żu­ją­cych i wiecz­nie narze­ka­ją­cych i nie on uczy nas „praw­dzi­wego życia”. Pociąg jest napę­dzany przez ludzi, któ­rzy napę­dzają i roz­bu­dzają tą nie­cie­kawą atmos­ferę, która panuje już od samego wej­ścia do loko­mo­tywy. Zimy nie widać, to i śniegu nie ma, przez co ludzie nie narze­kają tak bar­dzo na pociągi, bo przy­naj­mniej się nie spóź­niają zbyt mocno, czyli ponad pół godziny. W pociągu zawsze znaj­dziemy prze­działy, w któ­rych można spo­tkać róż­nych ludzi o jesz­cze bar­dziej róż­nych poglą­dach. Zazwy­czaj w takim prze­dziale nie wypada o nic zapy­tać dru­giej osoby, a tym bar­dziej zamie­nić kil­ku­na­stu zdań z poten­cjal­nym roz­mówcą, bo już w chwili spoj­rze­nia na drugą osobę przez jego minę mamy już dosyć roz­mowy. Zasta­na­wia­jące jest, dla­czego tak się dzieje? I czym to jest spo­wo­do­wane? Z pew­no­ścią można uznać, że głów­nym powo­dem tego typu zacho­wań są uprze­dze­nia do dru­giego czło­wieka, które osią­gają sto­pień kumu­lu­jący wła­śnie w takim środku trans­portu. Jedna osoba patrzy na drugą i tylko czeka, aż będzie mogła zwró­cić uwagę na temat za mocno roz­sta­wio­nych nóg, prze­szka­dza­jący łokieć, albo za sze­roko odsu­nięte szyby. Bar­dzo moż­liwe jest to, że za parę lat w pociągu nikt nie będzie poro­zu­mie­wał się z drugą osobą, ponie­waż będzie to nie­ele­ganc­kie i nie­do­pusz­czalne. Jed­nak, pomimo, że ludzie prze­stają roz­ma­wiać w pocią­gach można z takiej podróży wynieść wię­cej wia­do­mo­ści niż ze stu­denc­kiego wykładu u naj­lep­szego pro­fe­sora. Z roz­mowy dwóch mło­dych osób, czło­wiek star­szy nie zro­zu­mie nic oprócz „siema” i „nara”. Kon­struk­cja zdań, jeśli można nazwać „to” zda­niami jest przy­naj­mniej nie zro­zu­miała dla innych. Mło­dzież roz­ma­wia języ­kiem nie­zwy­kle nie­zro­zu­mia­łym i cza­sami przy dal­szych podró­żach warto zasta­no­wić się czy komu­ni­ku­jemy w tym samym języku co inni, albo czy z nami jest już coś nie tak. Star­sze osoby pró­bują roz­ma­wiać ze sobą, pod­czas dale­kich podróży jed­nak jest to tylko luźna wymiana zdań i roz­ma­wiają głów­nie o pogo­dzie lub o leka­rzach, jakich muszą jesz­cze odwie­dzić do końca tygo­dnia. Jed­nak tema­tem numer jeden w trak­cie podróży wśród osób star­szych są nowe recepty i tajem­ni­cze pie­czątki, dzięki któ­rym pacjent ma moż­li­wość zakupu leków po nowych cenach. Eme­ryci narze­kają na tę dzi­siej­szą mło­dzież, która nie słu­cha star­szych, a mło­dzież, że osoba star­sza zaj­muje nie jedno miej­sce w pociągu a dwa. Dłu­gie podróże nie­raz skła­dają do prze­my­śleń na temat zmiany diety. Ham­bur­ger i wszel­kiego rodzaju napoje „dopa­la­jące” nasz orga­nizm to prze­boje numer jeden na liście osób podró­żu­ją­cych pocią­gami. Bo tym głów­nie żywi się nasze spo­łe­czeń­stwo w trak­cie podróży. Jeśli już skon­su­mu­jemy nasze rekla­mówki pełne „zdro­wego” jedze­nia, nastę­puje pora odwie­dze­nia w.c. Toa­lety w wago­nach nie mają dużo wad, bo rap­tem posia­dają tylko jeden man­ka­ment, a dokład­niej, w jaki spo­sób zła­pać klamkę od drzwi, aby się nie pobrudzić…W cza­sie podróży można być świad­kiem nie­zbyt przy­jem­nych sytu­acji. Sytu­acja miała miej­sce w pociągu pospiesz­nym na tra­sie Gdańsk Główny– Zie­lona Góra. Loko­mo­tywa już w Lasko­wi­cach Pomor­skich była w pełni prze­peł­niona podró­żu­ją­cymi. Dodat­kowo pociąg był stan­dar­dowo opóź­niony o 30 minut. Komizm pro­blemu pole­gał na zapy­ta­niu mło­dego męż­czy­zny ubra­nego w nie­bie­ską kurtkę i posłu­gu­ją­cym się gru­bym basem na temat prze­siadki. Pan uprzej­mie zapy­tał dyżu­ru­ją­cego pana kon­duk­tora, o któ­rej odjeż­dża następny pociąg w Tere­spolu Pomor­skim. Pan kon­duk­tor był star­szym łysie­ją­cym męż­czy­zną i miał minę nie­zbyt przy­jemną dla odbiorcy, może było to spo­wo­do­wane prze­cią­że­niem fizycz­nym przy wypi­sy­wa­niu bile­tów. Ku zdzi­wie­niu wszyst­kich pasa­że­rów znaj­du­ją­cych się w cia­snym nie­przy­jem­nie pach­ną­cym prze­dziale, w któ­rym sie­działa pani z iro­ke­zem na gło­wie i dziew­czyna w winiówce pan kon­duk­tor odpo­wie­dział, że nie wie, z któ­rego peronu i o któ­rej godzi­nie będzie odjeż­dżał ten pociąg, ponie­waż on nie posiada roz­kładu jazdy pociągu. Mło­dzi pasa­że­ro­wie zaczęli się śmiać i zapy­tali czy kon­duk­tor żartuje.- Nie, nie żartuję pro­szę pań­stwa nie mam roz­kładu jazdy – odpo­wie­dział pan dyżu­ru­jący.- To co pan ma?- zapy­tali pasa­że­ro­wie.- Kasow­nik do wyda­wa­nia bile­tów – odpo­wie­dział łysie­jący kon­duk­tor. Po opusz­cze­niu prze­działu przez kon­duk­tora roz­po­częła się żywa i gło­śna dys­ku­sja, która zakoń­czyła się pusz­cze­niem wią­zanki prze­kleństw pod osobą pra­cow­nika. Hmm… jak to mówią szewc bez butów cho­dzi, jed­nak w tym przy­padku to przy­sło­wie nie powinno mieć racji bytu. Druga kobieta, w śred­nim wieku, która miała brą­zowe włosy i nie ory­gi­nalną torbę od uda­jącą tą praw­dziwą także kupiła bilet dla swo­jego gło­śno szcze­ka­ją­cego pie­ska rasy York. Zwie­rzę było przy­ozdo­bione w różowy kubra­czek, któ­rego sądząc po jego zacho­wa­niu bar­dzo nie lubił. Pie­sek, co pewien czas bar­dzo gło­śno szcze­kał dając znaki, że też jedzie pocią­giem. W wago­nie była bar­dzo duża liczba podró­żu­ją­cych i pan kon­duk­tor naka­zał damie z pod­ra­bianą torbą i w beżo­wej kre­acji ustą­pić miej­sce zajęte przez zwie­rzę dla pani eme­rytki. Pie­sek sie­dzący na różo­wym ręcz­niku zaczął jesz­cze bar­dziej szcze­kać i chyba ten pomysł mu się nie spodo­bał. Pani „od pie­ska” bar­dzo się zbul­wer­so­wała i wykrzy­czała:- Kupi­łam bilet! Pies ma sie­dzieć! (ponie­waż bez krzyku już nie byłaby moż­liwa wymiana zdań). Jed­nak kon­duk­tor odpo­wie­dział, że bilet jest już nie ważny i ma ustą­pić miej­sce. Pani z obu­rzoną miną wzięła pie­ska na swoje kolana, a na miej­sce Yorka usia­dła eme­rytka, która przez całą drogę nic nie mówiła i ani razu nie spoj­rzała na damę od pie­ska. Pani z „drogą” torebką rów­nież na nią nie patrzyła i podzi­wiała kra­jo­brazy zza okna. Z pew­no­ścią można uznać, że ta sytu­acja jest dobrym odzwier­cie­dle­niem naszego spo­łe­czeń­stwa. Jeśli nie potra­fimy sobie pora­dzić z taką, drob­nostką, którą jest przy­kła­dowe zwie­rzę w pociągu to, co możemy zro­bić dalej dla samych nas? Zwłasz­cza, aby nasze podróże były mil­sze i cie­kaw­sze? Naj­pierw powin­ni­śmy upo­rząd­ko­wać nasze wewnętrzne kom­pleksy, a dopiero wtedy wsiąść z peł­nym uśmie­chem na twa­rzy do pociągu i który jak mówią jest nie­za­stą­pio­nym środ­kiem komu­ni­ka­cji w dzi­siej­szych czasach. Kamil Brzozowski
kamil
Ocena: 3,00, ilość głosów: 1, ilość wyświetleń: 66
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Pieskie zwycięstwo emeryta, czyli jedzie pociąg z daleka…


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Pieskie zwycięstwo emeryta, czyli jedzie pociąg z daleka…
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

sokowirówka | ac zymes | hosting | rap hiphop | hip hop