- Można by wcześniej! – skarciłem się po przebudzeniu. Pokłusowałem do łazienki, nie zważając na ból stopy. Zanim El wezwie mnie na śniadanie, powinienem odsłonić rolety, zebrać i usunąć nieczystości z wybiegu dla psów, zrolować foliową ochronę basenu, oczyścić i napełnić poidełko i karmnik kanarka, i analogicznie postąpić z miseczkami dla kota.
- Wybacz! – zmartwiałem z bolącą stopą nad wrzaskiem kota, któremu przez własne niezręczne kuśtykanie i pośpiech przydeptałem nogę. Cezar Oktawian skurczył się do kulki, która raz po raz prychała pełnią pretensji do swojego pana. Przydomek „Purchawa”, który zwykle obnosił z ostentacyjną godnością, nie pozwalał mu opuścić miejsca traumy.
- Paneczek prosi o wybaczenie! – tuliłem niechętną moim pieszczotom ofiarę – Nie będzie dziś żadnego mleczka, tylko śmietanka!
Zadośćuczynienie okazało się wystarczające, bo Cezar najpierw nieufnie, a potem z mlaskaniem, pochłaniał zawartość miseczki.
Odetchnąłem, i nie diagnozując już poczucia winy, włączyłem telewizor. Chwilę słuchałem rutynowo egzaltowanej rekomendacji jakichś znanych mi nazwisk kandydatów Lewicy do jakiejś Rady, nadzorującej media. Vice-marszałek z SLD, znany z lekkości i swady stylu, aluzyjnych i pełnych humanistycznej ironii, filipik, itp., innych wystąpień sejmowych, z nieukrywanym zadowoleniem z siebie, rzeźbił poetyckim słowem, pochwały swoich propozycji.
- Właściwy człowiek, we właściwym miejscu i czasie, we właściwej sprawie! – potwierdzałem w duchu cały podziw dla parlamentarnych kompetencji „profesjonała”. Jako obserwator, gromadzący wyłącznie materiał dowodzący „wszechspisku”, niezbyt zainteresowany zajadłością i uporem spektakularnych pojedynków stałego zbioru „zagończyków” partyjnych o media, z uznaniem rejestrowałem popisy sejmowego żonglera. Na tle prymitywnych, demonstrujących głupotę i pieniactwo, lansowanych przez media „wojowników”, wydawał się być autentycznym graczem „All Stars”.
Potruchtałem w kierunku kurnika. Zygfryd musiał usłyszeć głośne szuranie chorej stopy, ciąganej po żwirze.
- Kukuryku! – darł się , jak opętany.
- Nie pójdziesz na rosół! Chyba po moim trupie! – rzucałem śmiałe wyzwanie EL. Co jakiś czas, odgrażała się, że nie pozwoli dziobać swoich łydek Zygfrydowi. Bowiem każde jej pojawienie się w obejściu kurnika, skutkowało rekwizycją jajek, bądź egzekucją nioski, czy kogutka.
- Kukuryku! Śpiewaj mój Zygfrydku! – zachęcałem Zygfryda, rozwierając drzwi kurnika na obejście.
Natychmiast podchwycił. Rozumiemy się bez słów. Ale kiedy już z nim rozmawiam, potrafi odroczyć nawet najatrakcyjniejszą kopulację z kolejną wybranką. Dopóki go nie odeślę do obowiązków, bez przerwy, i bez moich nagabywań, śpiewa Pieśń Potwierdzenia Swojej Egzystencji i Pozycji.
- Czy podwyżka VAT-u pociągnie wzrost koniecznych opłat za karmę dla mojej rodziny? Czy wystarczy mi emerytury na zaspokojenie elementarnych potrzeb? Leki dla El i dla mnie? „Chappi”- dla rottweilera Gai, i – dla wilka – Dara? „Whiskas” – dla Cezara? Ziarno rozmaitych roślin i zbóż dla kanarka Narcyza, koguta Zygfryda, jego żony nioski Emilii, reszt fraucymeru, i nieszczęsnych kogutków?
- Wreszcie El skończy z zabijaniem, bo damy radę utrzymać tylko nioski i Zygfryda! – gapiłem się w telewizor, z towarzyszącymi mi smutnymi myślami. Premier właśnie ogłaszał podwyżkę VAT-u.
Ale, przede wszystkim, specyfikował sukcesy swojego władania. Wytykał opozycji manipulacje ekonomicznymi quasi-ekspertyzami, złą wolę, brak kompetencji i odpowiedzialności za sytuację niezamożnych ludzi. Z ław opozycji, jak echo, wracały epitety tej samej treści, z mniejszą dbałością o formę wyrazu.
W Pierwszej Połowie Ubiegłego Wieku, Orwell w swoim „1984 Roku” powiedział wszystko, co wypada, żeby z powagą, i bez żadnej ironii, oświadczał ktoś, kto ma moc tworzenia OBIEKTYWNEJ RZECZYWISTOŚCI.
Można by rzecz ująć następująco, transformując i cytując, jak to rozumiem, m. In. ja:
… „- Podwyżka to najlepsze, rozwiązanie dla najmniej zamożnych, i słabszych, i starszych… Ponieważ w Reszcie Otoczenia koszty światowego kryzysu są o wiele wyższe i bardziej obciążające, niż w naszym kraju! Jedynym, który notuje wzrost gospodarczy!
- Nie będzie obniżki emerytur, na pewno nie do ćwierci najniższego wynagrodzenia, jak to się zdarza w Reszcie Traumatyzowanej Kryzysem! I tak dalej, i temu podobnie…
- Jeżeli opozycja nie jest dość racjonalna, żeby konsumować w/w Dobrodziejstwa Władzy, niech włączy się, do jeszcze możliwej dysputy, na temat przedstawionych Propozycji Ocalenia Wspaniałego, Pracowitego, Zaradnego, i Znanego Z Nowej Gospodarności Narodu… Zaproponujcie Rozwiązania Lepsze… Przedyskutujemy!...
- Proszę się nie krępować, proponować, dyskutować… Szczegóły omówi Minister Finansów!”
Reklama telewizyjna przypomina mi w zajawce PROSTO BYĆ MĘŻCZYZNĄ, o szansie, którą mi może ofiarować wsparcie PROSTAMOL UNO… Czy w przypadku ewentualnego konfliktu celów: KUPIĆ vs. NIE KUPOWAĆ, życie Zygfryda zawisłoby na włosku? Czy El nie dostanie silnego „kopa” dla poprawienia mojej kondycji kosztem umiłowanego Zygfryda?
Innymi słowy, czy nie jest to ukryty, ale wyrazisty apel, dla istot małej wiary, BEZ KRĘPACJI, NAWET ZA CENĘ ŻYCIA?
|