Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (52)
Media (157)
Obyczaje (212)
Ona-On (80)
Polityka (220)
Społeczeństwo (327)
Sylwetki (41)
Inne (316)
Poczekalnia (605)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Zespół napięcia przedmiesiączkowego
Zespół napięcia przedmiesiączkowego

Zespół objawów psychicznych, fizycznych i emocjonalnych występujący od kilku do kilkunastu dni przed menstruacją i ustępujący z chwilą jej rozpoczęcia.
Cóż to takiego? Wiedzą o tym zapewne wszystkie panie, a dodałabym nawet, że większość mężczyzn. Niestety - szczególnie ta druga strona jest narażona na negatywne działanie tego zjawiska, zwanego potocznie PMS-em.
...
Wstaję wczesnym rankiem, aby rozpocząć cudowny, upragniony i wyczekany weekend. Żadnej uczelni, żadnej pracy – tylko relaks z moim ukochanym.
Podnoszę się z łóżka, przeciągam. Wszystko wskazuje na to, że czeka mnie wspaniały dzień. Wyglądam przez okno i widzę pełne słońce, którego promienie wpadają wprost do mojego pokoju, oświetlając przy tym radośnie moją twarz. Z uśmiechem zabieram się za przygotowywanie śniadania…. Już chcę zasiąść do zajadania jajecznicy na bekonie, gdy nagle dostrzegam, że na krześle leży sterta ubrań.
- Co to tutaj do cholery robi?!- denerwuję się.
Zrzucam wszystko na podłogę i udaję, że jest ok.
Powracam do niemalże rytualnego spożycia posiłku, znów uśmiechając się od ucha do ucha.Po skończonym śniadaniu postanawiam nawet po sobie pozmywać. Idę ochoczo do kuchni i nagle… widzę: sterta brudnych talerzy w zlewie. Mina mi zrzedła.
- To nie ja wszyztsko ubrudziłam, nie będę sprzątać. Jeden brudny talerz więcej niczego nie zmieni. – pomyślałam i bez większych przemyśleń, odwróciłam się na pięcie w stronę mojego pokoju.
Zabieram się za przeglądanie jakiegoś bzdurnego kobiecego pisemka, które zwykle poprawia humor płci pięknej.
Gdy rozkoszuję się ciszą, nagle „wpada mi w ucho” dźwięk niesłyszalnego dotąd tykania zegara, wiszącego na ścianie tuż za moją głową. Próbuję udać, że nie przeszkadza mi to (tak jak było dotąd). Jednak łapię się na tym, że czytam każde zdanie po 5 razy, próbując zrozumieć o co w nim chodziło. Zerkam jednym okiem na zegar myśląc przy okazji jak się go pozbyć.
Wpadam na genialny pomysł- zdejmuję go ze ściany, zanoszę do innego pokoju i przykrywam poduszką.
-A teraz już tylko błoga cisza- myślę, rozkładając się na kanapie. Czytam.. i czytam… i nagle tracę poczucie czasu, a przecież umówiłam się z Darkiem do kina.
Po chwili uświadamiam sobie, że nie wiem która tak naprawdę jest godzina.
- Gdzie ten pieprzony zegarek?!- krzyczą w duchu.
-Ach! – przypominam sobie jak niecnie go potraktowałam, ładując pod masę poduszek i biegnę zobaczyć która jest godzina.
- 14!!! – kiedy to minęło?! Mam nieumytą głowę, nieumalowane paznokcie i nienaszykowane ubrania!- rozpaczam.
Biegam gorączkowo po pokoju, poszukując ciuchów odpowiednich do wyjścia.
- Ile jest stopni?! 25!- szybkie spojrzenie na termometr w kuchni.
Wracam do pokoju… przeglądam ciuchy: bluzka na ramiączka czy z krótkim rękawkiem? Nie- w krótkim rękawku będzie za gorąco; mini czy spodnie? W spodniach mogę się ugotować. A jakie buty? Szpilki? Eee tam- będzie mi niewygodnie… Ale będę ładniej wyglądać, ok- niech będą szpilki!
Szykuję sobie ciuchy na oparciu od krzesełka i biegnę do łazienki w celu umycia głowy. Gdy z niej wychodzę okazuje się, że jest już 15:00, a ja muszę być u Niego o godzinie 16:30.
Zostało mi niecałe pół godziny, biorąc pod uwagę prawie godzinny dojazd.
Znów biegam, skaczę, wywalam wszystko z szafek...
-Kurcze, a miałam taki porządek!- mówię do siebie rozgoryczona.
Teraz czas na malowanie.
Biorę lusterko i rozkładam przed sobą całą gamę cieni do powiek, pomadek i innych” gadżetów”.
Zadowolona z siebie, stwierdzam, że umalowałam się dokładnie tak jak sobie to wyobrażałam i chcę wykonać ostatni ruch na powiece czarną kredką gdy nagle… WSZYTSKO SIĘ ROZMAZUJE. Nie myślać wiele, nakładam na wacik mleczko do demakijażu i wszystko z siebie zmywam.
- O Fuj, jakie czerwone oczy. Wyglądam jakbym nie spała 2 dni, albo wróciła z całonocnej imprezy. No cóż…. Czekam aż preparat wyschnie i maluję się jedynie czarną kredką oraz tuszem.
Przyglądam się sobie i myślę – Nie jest źle.
Przyglądam się jeszcze bardziej – Jest masakra!
Ale wiedząc, że mam mało czasu, przebieram się szybko w naszykowane wcześniej ciuchy. Zakładam szpilki i… kurcze, spada mi but z lewej stopy.
Trzeba bardziej ściągnąć pasek z tyłu. … I gdy próbuję usilnie wepchnąć ten malutki bolec w dziurkę na pasku, stwierdzam, że….- nie ma dziury?!
Szybko biegnę po jakiekolwiek narzędzie z ostrzejszą końcówką, potykając się o wszystkie ubrania, które wyleciały z szafy podczas poszukiwania TEGO ODPOWIEDNIEGO. Znalazłam!
Teraz „operacja” na tym delikatnym paseczku od buta.
-Ehhh….- wzdycham gdy nie udaje mi się zrobić dziury…
O, udało się- zadowolona z siebie zakładam buta.
Patrzę na zegarek- już czas! Biegnę czym prędzej do drzwi i…
- O nie, muszę zamknąć drzwi na klucz! Tylko gdzie ten klucz?!
Wracam do pokoju i zrozpaczona patrzę na stertę ubrań i poduszek niemalże fruwających po łóżku.
Przekopuję wszystko… Zaczynam się naprawdę irytować gdy…. nagle dzwoni telefon.
Nawet nie patrzę na wyświetlacz i pytam (a raczej krzyczę) – Czego?!
(To Darek, ups.)
I ta wspaniała argumentacja: - Tak już jadę, czy myślisz że mam motor w tyłku?! Musiałam umyć głowę naszykować się…… - zaczynam wymieniać wszystkie czynności, które wykonywałam z zawrotną prędkością w ciągu ostatniej godziny, gdy chłopak ucisza mnie i każe jechać do siebie.
To mnie irytuje jeszcze bardziej… Zaczynam podnosić głos. On rozłącza się, aby uniknąć niepotrzebnych konfrontacji ze mną.
Ale mnie to irytuje stokroć bardziej.
Dzownię do niego i zaczynam wymyślać niestworzone rzeczy: - nie szanujesz mnie! Rozkazujesz mi! Pospieszasz mnie! Etc.
Rzucam słuchawką i jakimś cudem, tam gdzie upadł telefon, pojawiły się klucze!.
Pospiesznie wychodzę z domu i biegnę na autobus… jedzieeee.. zdążyłam wsiąść w ostatniej chwili, niemalże gubiąc szpilki.
Wreszcie usiadłam wygodnie w autobusowym fotelu i pomyślałam:
- Gdy zobaczę się z Darusiem, zły humor minie. – nic bardziej mylnego. To tylko wznieci moje zdenerwowanie., ale jeszcze o tym nie wiedziałam.
Gdy wysiadłam z autobusu… on stał na przystanku. I mimo, że to ja rzuciłam słuchawką, chce mi dać buzi. A ja co robię?!- mimowolnie się odsuwam.
Chociaż tak naprawdę nie chcę, uwierzcie mi ! Nie chcę! Chcę być potulna jak baranek, rzucić się na niego i wtulić na przywitanie. Ale … odpycha mnie sam fakt, że …. To PMS.
Aby was więcej nie zanudzać opowieścią wariatki,postanowiłam krótko podsumować.
Historia kończy się mniej więcej tak: w kinie nie robię awantur, bo tak nie wypada.Jednak po powrocie do domu idziemy szybko spać, gdyż przeszkadza mi : nierozłożone łóżko, następie: źle rozłożona kołdra oraz poduszka nie w tym miejscu, w którym bym chciała aby ona była,. Kolejno nie chcę na „pogodzenie się” pocałować go, a po 5 minutach nagle twierdzę że to dobry pomysł. Gdy jednak dostrzegam, że :kolega” zasnął- wściekam się i budzę go pretensjami, żeby za chwilę iść spać ...

UWAGA: ta historia jest (trochę) fikcyjna, niemniej chcę złożyć kondolencje wszystkim mężczyznom, których kobiety cierpią na tę paskudną dolegliwość :)
Monika
Ocena: 3,00, ilość głosów: 0, ilość wyświetleń: 422
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Zespół napięcia przedmiesiączkowego


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Zespół napięcia przedmiesiączkowego
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

silniki elektryczne | odzież damska sklep | wynajem mikrobusów | przeglad-prasy.clipp.info | Kątowniki tekturowe