„Na dłuższy związek już człowieka dzisiaj nie stać. Każdy za czymś goni, do czegoś się wspina, to z kimś drugim jak z kulą u nogi. Mówić się już nie chce, a tu trzeba. Nie ma o czym, a tu trzeba. Zdarzają się, nie powiem, małżeństwa do śmierci. Ale to już zabytki.”
Tak o współczesnych związkach w powieści „Traktat o łuskaniu fasoli” pisał Wiesław Myśliwski. Z doświadczenia i mej wnikliwej obserwacji trudno mi się z tymi słowami nie zgodzić.
Damian. 28 lat – rozwodnik; Ela. 25 lat – rozwódka; Krzysztof. 31 – rozwodnik; Kasia. 30 lat- rozwódka.
To moi bliscy znajomi, młodzi, spełnieni zawodowo, z pasją i ogromną ochotą na życie. Niestety już poranieni, gdzieś w środku skrzywdzeni, już po rozwodzie.
Pytam – dlaczego? Przecież przysięgali, że będą z sobą na zawsze.
Pamiętam jak bawiłam się na ich ślubie, jak bardzo w te związki wierzyłam. Pamiętam jak oni sami w nie wierzyli. Teraz wiem, żyjemy w czasach gdzie nic nie jest na zawsze i nic nie trwa wiecznie. Wiara w to, że z małżeństwem jest inaczej jest iluzją. Wystarczy spojrzeć na statystki. Socjologowie zewsząd trąbią, iż dotyka nas już nie tylko kryzys gospodarczy, ale i kryzys małżeństwa.
Żyjemy szybko, szybko bierzemy ślub, a później jeszcze szybciej się rozwodzimy. Traktujemy rozwód jak formalność. Nie wyszło nam? Cóż. Nie ma się co przejmować. Występujemy o rozwód i zaczynamy nowe życie. Rozchodzimy się bez kłótni i w spokoju, często bez walki o „nas”. Gubi nas wyidealizowany obraz rodziny lansowany przez media: młodzi, szczęśliwi, uśmiechnięci, na dobre i złe razem. Prawdziwe życie wygląda zgoła inaczej. Kiedy przekonujemy się o tym, że nie jest tak różowo jak w reklamie, sięgamy po rzecz najprostszą – rozwód.
Za tydzień idę na kolejny ślub i chce wierzyć, że z nimi będzie inaczej, że jak się pojawią problemy, życie stanie się szare i nie takie, jak sobie to wyobrażali, będą walczyć. Niestety gdzieś tam w głowie mam ten mało optymistyczny obraz.
Moja wizja małżeństwa nie zawsze była tak pochmurna. Tak, tak, zanim stałam się kobietą byłam małą dziewczynką. Z dziewczynkami to jest tak, że marzą o białej sukni, pięknym, hucznym ślubie i życiu jak z bajki. No cóż – dorosłam, moje marzenia uległy zmianie, a małżeństwo nie jest już dla mnie tak oczywistą i cukierkową sprawą. Widzę, co się dzieje dookoła. Mimo, iż jestem w bardzo długim i szczęśliwym związku, na coraz częściej pojawiające się pytanie:
- „kiedy ślub”?
- ślub? – odpowiadam – nie dziękuję. |