Sprawiedliwość ma się do sprawiedliwości społecznej tak, jak krzesło do krzesła elektrycznego. Jak szpada do szpadla, jak jesion do jesiotra. Nijak. Ale to już wiemy.
Nie każdy zdaje sobie sprawę, że sprawiedliwość jest tylko jedna, bezprzymiotnikowa. Każdy dodany do niej przymiotnik zmienia ją w niesprawiedliwość. Teraz i to wiemy.
Inaczej jest np. z ojczyzną. Ojczyzna mogła być ludowa, albo demokratyczna, kocha się ją, bądź nienawidzi, za te różne jej przymioty, ale nie zmieniają one faktu, że wciąż jest ojczyzną. Jeśli sprawiedliwość ma być społeczna, to powstaje niebezpieczny precedens; za jakiś czas ktoś wymyśli jeszcze inną sprawiedliwość, np. polityczną, albo rasową. Mówi się czasem: "sprawiedliwość dziejowa", i to trąci historycyzmem, ale czepiać się tego to tak, jakby podważyć zasadność zwrotu "młyny boże mielą powoli" powołując się na brak takowych w przyrodzie.
A propos: wyrazy "precedensowy" i "bezprecedensowy", choć wyglądają na zupełne swoje przeciwieństwa, oznaczają to samo. Bądź tu mądry, polonisto, i naucz naród jego własnej mowy.
Prawica to były kiedyś takie siły polityczne, które wyznając poglądy konserwatywne sprzeciwiały się socjalizmowi, reprezentowanemu z kolei przez lewicę. Socjalizm zaś woła o zniesienie nierówności społecznych, upowszechnienie świadczeń socjalnych i zaprowadzenie sprawiedliwości społecznej (czyli niesprawiedliwości, jak już ustaliliśmy). Dlaczego zatem wszystkie partie polityczne wywodzące się z NSZZ Solidarność (AWS, UW, PiS, PO) mienią się prawicowymi, skoro pochodzą w prostej linii od związku zawodowego, który wprawdzie usiłował "siłą obalić władzę ludową" (czyli socjalistyczną), ale w swoich 21 postulatach strajkowych to już raczej proponował zastąpienie jednego socjalizmu innym? Związek zawodowy z definicji i natury walczy o świadczenia socjalne. Wszyscy odpowiedź na tę zagadkę znamy, i nie znamy zarazem. Albo udajemy że zapomnieliśmy.
Jeśli demokracja urzeczywistnia wolę większości, to dlaczego Unia Europejska gasi pożar grecki poprzez zarzucenie go banknotami, skoro 57 % spytanych o to Niemców odpowiedziało, że sobie nie życzy. Rozumiem, że spytano również Portugalczyków i Hiszpanów, a ci nie mogą się wprost doczekać, kiedy na nich spadnie deszcz banknotów. Oby to nie był grad resztek, czyli bilonu, bo wyjdą z tego jako eurosceptycy.
Młyny boże, jak wspomnieliśmy, mielą wyjątkowo powoli właśnie w demokracji. Zanim te 57 % Niemców zdąży oddać swój głos, kryzys grecki zejdzie z pierwszych stron gazet, a ludzie w dobie Wikipedii mają krótką pamięć. Zresztą, głosuje się i tak na krawaty, a nie programy, których nikt nie czyta, a jeśli czyta, to nie rozumie.
Ciekawi mnie bardzo, dlaczego powodzie stulecia zdarzają się u nas co 13 lat, strasznie pechowa ta trzynastka widocznie. Różnica między 1997 rokiem a bieżącym sprowadza się do tego, że obecnie woda szybciej zalewa drogi politykom elektorat. Żaden z nich nie zacytował jak dotąd słynnego bon motu Cimoszewicza "trzeba było się ubezpieczyć", co z kolei dowodzi, że myliłem się twierdząc, iż politycy to durnie. Przepraszam ich wszystkich uniżenie.
Na koniec zagadka. Co to jest fotosynteza i co ma ona wspólnego z dwutlenkiem węgla? Podpowiedź: czy dwutlenek węgla jest dobry, czy zły dla roślinek, które trudnią się fotosyntezą? Czy roślinki są dobre, czy złe (pominąć należy ich ohydny smak). Odpowiedzi proszę przesyłać na adres 1600 Pennsylvania Avenue NW Washington, D.C. 20500, Mr Barack Hussein Obama.
21.05.2010
www.maciejochocki.blogspot.com