Dobry wieczór! Fotel vis a’ vis telewizora. Dar i Gaja nie szturmują drzwi mojego pokoju. Miłe sercu prawdopodobieństwo, że wraz z moją żoną zasnęły. Mojemu kotu Cezarowi Oktawianowi, zwisają kalafiorem groźne warknięcia , czy ujadanie psów, nagle wzbudzone przez zły sen. El jest impregnowana na wszelkie hałasy, z wyjątkiem mojego człapania do toalety. I to w ten szczególny sposób, że właśnie brak sygnału opuszczenia deski klozetowej, towarzyszący moim przemieszczeniom po użytkowaniu, działa na nią, jak przysłowiowa płachta na byka.
- Czyżby ktoś zapomniał o konieczności zamykania klozetu? – nie muszę w tym momencie słuchać tej retoryki… Nikt z domowników nie zakłóci mi tej chwili…Żadna potrzeba nie ruszy mnie z fotela. Czekam na trumf Pudziana! Jak Nasz Najsilniejszy Człowiek Na Świecie skopie tyłek Obcemu… Reprezentantowi Pierwszej Japonii. I da początek aspiracjom „młodych wilków” Globalnej Wioski do Mocy Upostaciowanej w Naszym Pudzianie - Reprezentancie Drugiej Japonii!
Ten bez wyobraźni wyczekujący na swoją egzekucję, Japoniec, z pokaźną oponką tłuszczu na biodrach, kiepską rzeźbą muskulatury, jak na mistrza wschodnich sztuk walk, porusza we mnie jakieś odruchy miłosierdzia. „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie” – cytuję z pamięci. Nie wie, niestety, albo dla niego na szczęście, co go czeka!
Już rośnie wrzask hali nabitej cele brytami wszelkiej maści, i płci, i proweniencji…Mam na myśli też kreatorów mody, tańca, i liberalnej awangardy obyczajowej. Ta wytworna arka na rozhuśtanych żywiołach ogolonych na łyso łbów, nad tatuażami karków, barków, bicepsów, i przedramion. W parkosyzmach rodzimego folkloru „hip-hopu” , wprowadzony w stan wojowniczej ekstazy przez melorecytacje front mana kapeli - młodszego brata Pudziana, pląsa w kierunku ringu Sam Polski Odkupiciel… Oczywiście, Pierwszy – no może pomiędzy Lekkociężkim Adamkiem, ale nad żenadą związaną z Gołotą… Nawet, jeżeli tylko Drugi, to jaki Honor? … Ponad nim wyłącznie Nasz Papież JPII, i… Bóg!
Kamera bez pośpiechu robi panoramę publiczności. Wyławia oblicze niejakiego Nejmana, niedawnego idola Polsatu i krajowego rankingu herosów sztuk walki . Jakże wyszlachetniał po łomotach, jakie mu spuścił Pudzian, w ich ostatniej walce? Zniknęła dawna buta… Ani śladu spektakularnego zaciskania stalowych szczęk… Brak mściwych błysków spod podstępnie opuszczonych powiek… Coś podniosłego przenika całą tę dawniej ostentacyjnie autonomiczną przestrzeń? Co to jest? Wszyscy My, Prawdziwi Polacy, i ci wygrani, i ci przegrani, i cywile, i żołnierze, i młodzi, i starzy, itp., jesteśmy przeniknięci jak jeden mąż ( z jedną żoną) WSPÓLNOTOWĄ POLSKĄ RACJĄ STANU! Cytuję z mojego własnego twardego dysku pamięci (po akademiach PRL-u przeciw Zachodnim Imperialistom): „… Nikt nam pieśni nie odbierze, Tarabam-tarabam, nikt nie odbierze pieśni nam!”.
Jak każdy z nas, mądry po szkodzie, Nejman ostrzega, ze wzrokiem Wernyhory, wbitym w przyszłość zlokalizowaną gdzieś dalej niż operator kamery. Cytuję, ”Nie ważne, czy na ring odważy się wejść jakikolwiek mistrz, czy to waga ciężka, czy co tam, skąd by nie był, siła i dynamika Najsilniejszego Człowieka Na Świecie rozniesie go!”. Nic dodać, nic ująć, to Zła Wróżba dla obcego Śmiałka!
Zaczęło się! „Goliat” ruszył na otyłego „Buddę”, czy jak mu tam!... Jeszcze raz włącza młyny ramion, i baryłkami nóg próbuje rozjechać niby-nóżki „Dawida niby-pączek w maśle”. Minuta, dwie, Obcy Dupek, wciąż obłapuje tułów i biodra Naszego Mściciela, swoimi przylepnymi górnymi kończynami. Zamiast natychmiastowego liczenia Japońca, co najmniej w knock-dawn/ie/, Pudzian absorbuje sadło wroga, i wraz z tym sadłem przetacza się po ringu. Jak tylko udało się zepchnąć całe 111 kg tłuszczu pod 140 kg ciężar rzeźby Naszego Mistrza, który już zaczął kuksać powalonego w jego odkryty bok, rozlega się gong na przerwę. Półprzytomny – mogło się tak wydawać takiemu ignorantowi jak ja – Pudzian obsuwa się na podsunięty mu stołek. Japoniec, jakby bez respektu dla Cudu Przeżycia, który mu darował Sam Bóg, staje w swoim rogu, oczekując na wznowienie zmagań. Tego jest już za dużo! Wraz z tysiącami Rodaków, skupionych wokół ringu, wraz z milionami telewidzów, ledwo tłumię swój wrzask, cytuję ”Zabij!” . "Tego tłustego sk...", należało zwyczajowo odwołać się do rzekomo mętnych „korzeni” Obcego. Ale doświadczenie lęku wynikającego z ewentualności nagłego przebudzenia hałasami małżonki wraz ze zwierzęcą „progeniturą” , dokonało automatycznej transformacji natury pożądanego wrzasku we wściekłe syki„Zabij! Zabij sukinsyna!”. Moc Ducha Walki, która przeszła z naszego wspólnotowego, plemiennego życzenia na Pudziana, pozwoliła jego umęczonemu ciężarowi, raz jeszcze ostatni, wtoczyć się i zdominować opór japońskiego sadła. POLSKA GÓRĄ!
GOLIAT PRAWIE UTARŁ NOS DAWIDOWI! Czy istnieje scenariusz, który to przewidział?
Ale na przyszłość – nauka: NASTĘPNY DAWID NIECH BĘDZIE STARANNIEJ PRZEŚWIETLONY… NA CHOLERĘ NAM TAKA NIESPODZIANKA!
|