Wygraffitowane bloki, żule pod sklepami, psie kupy na skwerach, czy rozwalone kosze na śmieci, od dawna wpisane są w polski, codzienny pejzaż. Już nawet dozorca z bloku obok, nie kwapi się za bardzo, ażeby wyjść i poustawiać te kosze, podnieść papierki, a co gorsza sprzątnąć kupy. Nie kwapi się, bo doskonale wie, że jego praca, jest niczym wysiłek Syzyfa. Przyjdzie, sprzątnie to zaraz i tak ktoś znowu zaśmieci, czy pomaluje.
Ten obraz, tak niesamowicie dla nas naturalny, że na ostatnim spacerze naszła mnie myśl, że kocham ten brud. Że nie chce nigdy żyć w kraju w którym będzie czysto. Że każde graffiti „Gruby to gej!” czy „Legia śmierdzi!”, znam na pamięć. Gdyby, ktoś obudził mnie w nocy i kazał mi jakiś nablokowy napis zlokalizować, bez chwili zastanowienia zrobiłbym to. Ten brud, ten smród i ubóstwo mają w sobie magnes ( nie mylić z magnezem), za który można by było iść i walczyć. Dlatego można byłoby to zrobić, bo to Rodacy, jest NASZ brud, te napisy zostały nabazgrane polskimi sprayami, na polskich ścianach, za które też walczyli nasi dziadkowie. Te stolce na chodnikach, alejkach i w parkach porobiły nasze, wyhodowane na polskiej, matczynej piersi – psy. To jest nasze niechlujstwo, które zrodziło już w głowach naszych praprzodków z Piastem na czele i kształtowało przez tyle pokoleń Polaków dając na ten czas tak wspaniały efekt. Dlatego na zdjęcia, chociażby ze Szwajcarii, jako przedstawiciela najczystszych i nieskazitelnych państw na globie, patrząc, każdego powinny przejść ciarki po plecach, bo jak powiedział Jerzy Pilch, „ta wyglansowana alpejska rzeczywistość, wyglansowana do granic nieprzyzwoitości, ta czystość przedmiotów, domów, gór, widoków, jezior ma w sobie coś diabelskiego.”
Warto na to zwrócić uwagę, bo w głowach co po niektórych greenpeacowców i innych heretyków, już rodzą się wizje polski czystej, niezabrudzonej i odpicowanej do granic możliwości, które formułują pod bluźnierczymi hasłami - „Czysta Polska”, „Posprzątaj swój kraj”, czy „Usuń graffiti – czyste miasto” . A ja tym wizjom, mówię stanowcze nie! Każdy posprzątany milimetr naszej Ojczyzny powoduje ranę nie dającą się już zabliźnić, tak jakby ktoś strzelił mi w ryj, wydarł kawałek mojego dzieciństwa i wspomnień. Powiem więcej jeszcze. Każdy posprzątany milimetr tej ziemi jest przeciwko woli Bożej, jest, drodzy parafianie, ciężkim grzechem. Jan Paweł II modlił się, żeby zstąpił Duch i odnowił oblicze tej ziemi. I co? Zmienił się ustrój, zmieniły się realia, a nasz syf pozostał nadal, więc oznacza to jedno. Niebiosom, Polski gnój się po prostu podoba.
Na koniec osobisty apel do wszystkich. Nie dajmy manipulować się Unii czy paździerzowym organizacjom, wymyślającym paździerzowe pomysły, w deseń „Dzień Ziemi”. Nie dajmy sobą dyrygować i zakłócać wielowiekowej polskiej tradycji śmiecenia i niszczenia, bazgrania po ścianach i demolowania, bo któregoś dnia nam tego po prostu zabraknie i idąc z naszym wnukiem na spacer, przechodząc koło czystego śmietnika, czy przystanku autobusowego ze wszystkimi szybami, zakręci nam się łezka w oku i przypomnimy sobie ten swojski klimat, który był w tym miejscu jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Nasz wnuk za kolejnych kilkadziesiąt lat już takich wspomnień i tęsknoty za takim krajobrazem nosić nie będzie. A Ojczyzna nie wiadomo jak brudna to i tak przecież „zawsze zostanie święta i czysta, jak pierwsze kochanie.” |