Pewnego sobotniego popołudnia usiłowałem wyciągnąć mojego dobrego znajomego na wystawę malarską. Ten jednak użył najśmieszniejszej ze wszystkich dostępnych wymówek. Mianowicie odrzekł,
że to strata czasu, bo i tak nie zna się na sztuce. Parę tygodni później spotkałem go, gdy wychodził z kina.
Widać było, że jest strasznie zniesmaczony i zdegustowany. Od razu zapytałem, o co chodzi.
Okazało się, że powodem złego humoru mojego kumpla był film, który kompletnie zawiódł jego oczekiwania.
Żalowi i narzekaniom nie było końca, a wychodziły one z ust człowieka, który twierdził, że…
nie zna się na sztuce.
Ta historia jest niezbitym dowodem na to, że sztuka jest tak płynnym i nieschematycznym pojęciem,
że nie istnieje jedna definicja mogąca scharakteryzować je w pełni. Gdyby nawet istniała to i tak byłaby poważnym niedomówieniem, bo każdy inaczej odbiera to, co dzieje się wokół. Każdy człowiek ma też inne skojarzenia, co do słowa „sztuka”. Jednemu od razu przed oczami stają obrazy, drugi słyszy muzykę.
Wydaje mi się jednak, że słusznie byłoby zaryzykować i powiedzieć, że wielu ludzi, na dźwięk tego słowa
może wyobrazić sobie nic innego, jak… samochód.
Nie zrozumcie mnie jednak źle. Nie mówię tu o wozidełkach dostępnych dla zwykłych śmiertelników.
Chodzi mi o coś zupełnie innego. Mianowicie o dzieła ludzkiej kreatywności. O majstersztyki,
które powstały ograniczone tylko bezkresem ludzkiej wyobraźni. O dzieła sztuki na kołach, dzięki którym zwykły projektant staje się Buonarottim motoryzacji, a tylko wybrani dostępują zaszczytu posiadania egzemplarzy
jego Piety.
Naukowcy przeprowadzili badania, które miały na celu udowodnienie, czy samochód może być
dziełem sztuki. Okazało się, że nie. Mimo wszystko, nie martwi mnie to. Wiecie, dlaczego?
Wyniki zostały opublikowane zanim któryś z facetów w białych fartuchach usłyszał
o Alfie Romeo 8C Competizione.
W moim odczuciu jest to najpiękniejszy samochód, jaki kiedykolwiek powstał.
Paradoksalne jest jednak to, że jego piękno na pierwszy rzut oka nie wstrząsa i nie zapiera dechu w piersiach.
W jego liniach tkwią wpływy renesansu, a mianowicie spokój i harmonia. Nie mogąc rozgryźć go od zewnątrz wsiądziesz zapewne do środka, ale muszę Cię rozczarować. Tam też nie odkryjesz nic nowego.
Zrezygnowany brakiem wyników swojego dochodzenia, ale jednocześnie będąc pod wpływem niezwykłego spokoju, który roztacza ten model Alfy z pewnością będziesz chciał udać się na przejażdżkę,
aby usłyszeć leniwe pomruki silnika, których zapewne się spodziewasz w oparciu o dotychczasowe oględziny tego supersamochodu. Zapniesz z wolna pas (jeśli jesteś Włochem puść to mimo uszu), mocno zaciśniesz dłonie na kierownicy i naciśniesz przycisk z napisem ‘Start’. Silnik uruchomi się, wydając tajemnicze pomruki.
Po plecach z pewnością przejdą Ci ciarki z powodu tego dźwięku. Wiesz, że coś jest nie tak,
ale jeszcze nie wiesz, co. Naciskasz gaz i… BAM! Jeśli spodziewałeś się, że usłyszysz dźwięk,
który będzie przynosił na myśl mieszaninę miodu z pierzem to nigdy nie myliłeś się bardziej!
Stworzono tylko 500 egzemplarzy tej rzeźby o czterech kołach, więc bardzo mało prawdopodobne,
że na drodze zobaczysz choćby jeden, ale nie martw się. Szanse na usłyszenie dźwięku, jaki wydaje to włoskie dzieło sztuki są duuuuuuuużo większe. Cztery wydechy wydają odgłos, który przywołuje na myśl Boga,
który właśnie płucze sobie gardło. Oczywiście, jeśli je posiada. Po tym, jak wciśniesz gaz do dechy Twoje uszy zaczną obficie krwawić i zanim zdążysz osiągnąć prędkość maksymalną umrzesz z wykrwawienia.
Jednak są tego dobre strony, a jedną z nich jest to, że bardzo możliwe, że w końcu dowiesz się,
czy Bóg ma gardło.
Kolejną jest, że w końcu rozwikłałeś wielką zagadkę. Odkryłeś magię 8C Competizione.
Uświadomiłeś sobie, że tajemnicą tego wyjątkowego wynalazku jest to, w jaki sposób łączy przeciwieństwa.
Pod skórą subtelnej, wysublimowanej, o prostych, nonszalancko nakreślonych, acz pięknych liniach rzeźby rodem z epoki romantyzmu ukryty jest starożytny potwór, który nie może Cię zabić, bo zakuty jest w kajdany,
ale i tak będzie próbował rozsadzić Ci czaszkę za pomocą swojego dzikiego, nieprzejednanego ryku.
W Alfie możesz dopatrzyć się wpływów z niezapomnianych klasyków, takich jak Ferrari Daytona,
czy Lamborghini Countach, ale jesteś pewien, że masz przed sobą całkowicie nowy samochód.
Artyści spod znaku Alfy Romeo dokonali niemożliwego. Stworzyli połączenie bieli i czerni. Dobra, a zła.
Ciepła, a zimna. Starego z nowym. PiSu a PO. Pokazali królową angielską skaczącą przez płotki
i sprawili, że ten widok nie budzi zniesmaczenia.
Jednak nie wyobrażajcie sobie, że ten samochód jest doskonały. Co to, to nie.
Jeremy Clarkson powiedział, że podwozie tego samochodu wydaje się być zrobione ze starych torebek po herbacie, a fotele wydają się wbijać igły w plecy. Uświadomiono Nas tym samym, że arcydzieło spod herbu włoskiej marki jest ogromnie niepraktyczne, ale zaczekajcie chwilę! Czy prawdziwe dzieło sztuki było kiedykolwiek symbolem uniwersalności i poręczności?! Który artysta stworzył obraz, aby idealnie zakrywał dziurę w ścianie?! Ten sam człowiek, który skrytykował ten samochód ze względu na niewygody z nim związane dodał później, że kupować Alfę Romeo 8C Competizione ze względu na jej walory praktyczne to jak oglądać filmy porno z powodu ich rozbudowanej fabuły.
Oscar Wilde powiedział kiedyś, że określać znaczy ograniczać. Uważam, że powinniśmy zaniechać prób zamknięcia artyzmu w sztywne ramy definicji i zapamiętać, że może on objawić się pod każdą postacią i przyjąć każdą formę pod warunkiem, że tworzony jest z pasją, a wzbudza to, co najważniejsze i tak bardzo upragnione, mianowicie uczucia i emocje, a postrzegany jest przez człowieka nie rozumem, a sercem.
|