Marzy mi się spokój, błoga cisza, tak cisza... Choć nie... mogę wsłuchiwać się w dźwięki harfy, na której grałby nagi młody bóg. Marzy mi się, pełna kolorowych kwiatów, łąka, na której mogłabym leżeć... Chciałabym słyszeć motyla, który kołysze się na trawie i tego węża... Ale nie! Nie da się! Ciągle ten hałas, ciągle ten chaos!
Czemu ci ludzie tak krzyczą? Dlaczego tak się kłócą? Gdzie się nie ruszę, to ktoś
nadaje, narzeka, rzuca obelgami, klnie, wrzeszczy, płacze i tupie nogami ze złości.
Wchodzę niedawno do tramwaju, na siedzeniu koło okna spoczywa dobrze ubrany, na pierwszy rzut oka, miły mężczyzna w średnim wieku. Jedziemy, ale tylko przez chwilę, potem stoimy i stoimy. Wkoło ludzie zaczynają narzekać na korki i nagle owy mężczyzna zaczyna sam do siebie mówić, z każdym słowem coraz głośniej: „Zlikwidować... Zlikwidować światełeczka... Prywata musi zniknąć! Zlikwidować wszystkie samochody! Po cholerę tym jeżdżą, tylko problemy, tylko korki na drogach! Zlikwidować światełeczka! Prywata musi zniknąć!”. On sobie tak gada a reszta pasażerów zaczyna mu wtórować w tych krzykach, jedni mówią to, co on, drudzy znów uciszają tych pierwszych i tak zaczynają się kłócić. Matko kochana... Ech...
A u nas, na uczelni, co się dzieje... Wyścig szczurów, wilcze doły na każdym korytarzu i wszyscy ze wszystkimi drą koty. Nasila się to przy okazji sesji, bo dość, że wtedy ogólne zmęczenie i zdenerwowanie panuje, to jeszcze ona nie może być lepsza od niego, a on musi być gorszy niż tamten. Im słabsza ocena, tym później niższa średnia, a co za tym idzie- mniejsze stypendium. O, a jak już jestem przy stypendiach, to myślałam, że skonam ze śmiechu, kiedy wywieszono listy z nazwiskami osób, które je dostały. Zainteresowani liczyli, przeliczali, mnożyli, dzielili, wyciągali średnie arytmetyczne i ważone. Jak to możliwe, przecież w sesji zimowej ona miała 3, a on 4... Szkoda gadać.
Albo jak w zespole zgrzyta, to jest najlepsze! Bawią się razem przez jakiś czas i nagle nie będą, koniec i basta! W naszej betonowej piaskownicy też tak było. Najpierw ktoś tam pisał ładnie, ale już nie pisze. Obraził się, wziął wszystkie zabawki i na pożegnanie jeszcze poniektórych w łeb palnął łopatką, argumentując wszystko: „Jeśli ty jesteś, to mnie nie ma. Odejdziesz, to wrócę”.
Ale nie tylko na naszym podwórku tak jest. Wszędzie sobie oczy wydłubują i kołki na głowie ciosają. U pana prezydenta w kancelarii i w każdym ministerstwie, w każdej stacji telewizyjnej i w każdej redakcji, podczas każdych obrad sejmowych. Więc chyba nie ma się czym przejmować, taka przypadłość ludzka, ale mimo wszystko o trochę spokoju proszę.
Chciałabym, żeby tak jeden raz, choć na chwilkę, wszyscy się zamknęli i siedzieli cicho. Żeby słońce świeciło, wiał ciepły wiatr, żeby pachniały kwiaty, żeby od Tatr do Bałtyku płynął miód, żeby niebo było takie niebieskie, żeby wszyscy się zatrzymali i nic nie gadali. Marzy mi się sielanka. I żeby Chopin wraz ze swoim fortepianem unosił się nad miastem i nam grał, grał i grał...
Chciałabym, żeby nikt nie mógł wydobyć z siebie słowa, ale żeby każdy miał o wiele bardziej wyostrzony słuch i żeby wreszcie usłyszał to, czego do tej pory nie mógł.
Katarzyna Kobiela |