Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (53)
Media (159)
Obyczaje (214)
Ona-On (81)
Polityka (223)
Społeczeństwo (330)
Sylwetki (42)
Inne (316)
Poczekalnia (168)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane
To będzie ten medal? (30-07-2010 01:31)
Ekshibicjonizm gorszy od faszyzmu! (29-07-2010 11:35)
Wirtualna randka jak z Tesco (29-07-2010 12:33)
Firma (29-07-2010 10:37)
Czas na reklamę (29-07-2010 02:12)

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Talent nr 3681
Talent nr 3681
Na oficjalnych stronach internetowych TVN, obwieszczono m.in, że pre-casting do II Edycji Programu MAM TALENT w Warszawie, będzie miał miejsce w Pałacu Prymasowskim, w sobotę-niedzielę(16-17.05.09), od godz. 9 rano do wieczora. Wskazano też adres, na który można było przesłać materiały (video, audio, oraz inne dokumenty, etc. dowody talentu, z którym się zgłasza uczestnik do w/w konkursu)… Fremantlemedia Polska, etc…, dokąd – na długo przed pre-castingiem - przesłałem swoje autorskie płyty, w wymaganym formacie audio (wszystkie melodie i teksty mojego autorstwa, oraz mój vocal, w profesjonalnych aranżacjach).
Po zarejestrowaniu się – po wypełnieniu formalnej ankiety, z wymaganymi personaliami, oraz charakterystyką „talentu” i obiektywnych (sprawdzalnych i udokumentowanych) osiągnięć - byłem przeświadczony, że cała „reszta” to moje fizyczne stawiennictwo przed Jury we wskazanym miejscu i czasie, oraz bezpośrednia prezentacja „talentu”, który nadto jest zobiektywizowany w przesłanych płytach!
Akuratny parkingowy, po przechwyceniu „dychy” ulokował w sąsiedztwie Pałacu auto kolegi, który zgodził się mnie podwieźć i towarzysko wspierać do momentu, gdy Organizator (przedstawiciel) wręczy mi nr kolejny oczekiwanego przesłuchania.
Było parę minut przed oficjalną godziną początku pre-castingu. Bez pośpiechu minąłem ochroniarzy, i wszedłem do Pałacu. Pierwszą z „brzegu” kobietę spytałem, dokąd się udać po przydział nr przesłuchania.
- Jak pan tu wszedł? Nie wpuszczamy!
- Przepraszam! Ale, od której… ?
- Nie wiem! Może za godzinę? Nie!... Za dwie?
Po wyjściu, za stalową palisadą, już zaczynało się przepychanie. Jeszcze nawet nie tłum, raczej luźna zbieranina, w nieustannym ruchu wewnętrznych przegrupowań, wyłaniała coraz to nowe czoło – najmocniej, „pazurami” stóp wczepionych w betonowe podłoże, przed otwartą bramką stalowego ogrodzenia, chroniącego Pałac.
- Po co ściągasz buty? - kolega ze zrozumieniem wsparł łokcie na kierownicy - Trochę poczekamy?
- Nie! Sprawdzam, czy mam jakąś szansę na pazury!
W panoramie za szybą auta, w którym kolega dał mi szansę komfortowo przeczekać do rejestracji, ponad tłum oblegający stalową ochronę Pałacu Prymasowskiego, wychynęła postać z tubą - wzmacniaczem głosu w ręce.

- Wszyscy będą przesłuchani! Panowie, nie napierajcie… Stratujecie dziewczyny!
- Kiedy rejestracja?- ktoś się przedarł w pobliże kobiety z tubą.
- Za chwilę! Ale najpierw nasi kamerzyści pokażą Was… Chyba chcecie znaleźć się już teraz przed kamerą? Proszę, odwracamy się w stronę kamer… I, z radością! Nie wyglądamy na smutasów! To Wasz dzień! Co ja widzę? Nie wszyscy się śmieją… Buzie radosne do obiektywów! Panowie kamerzyści udokumentują każdy uśmiech!
Kobieta-Wodzirej przepchnęła się niemal na skraj trawnika, oddzielającego Pałac od ulicy. Naprzeciw tłumu, który, żeby podążać za poleceniami musiał zorientować słuchy i oczy na źródło ruchu kamer.
- Ostatni będą pierwszymi! – zarechotał ktoś. Jak inni, musiałem obrócić się plecami do bramki w palisadzie. Spostrzegłem, że sąsiedzi trzymają jakieś druki.
- Jestem pierwszy raz na castingu, co to za ankieta? – spróbowałem przekrzyczeć radosny wrzask.
Jakaś dziewczyna przede mną oparła druk na plecach młodego człowieka. Czytałem te same pytania, na które już odpowiedziałem w Internecie.
- Po ch… było to mailować, skoro znów trzeba! – wkurzył się partner dziewczyny, bo wciąż korygowała mu ustawienie pleców, żeby wpisać swoje dane.
- Wszyscy się śmiejemy do kamer! Jeszcze! Jeszcze! Drugie, trzecie, i dalsze rzędy też! Kamera wszystko widzi! Już w tym momencie walczycie o swoje… Zachowanie w obiektywie, to właśnie to… Ja jestem pośrodku… Osoby po mojej lewej ręce krzyczą na znak ”MAM”! A kiedy podnoszę prawą,ta druga grupa woła „TALENT”… Proszę, ćwiczymy? Lewa do góry, tooo?
- MAAAAM! – rozdarły się przyszłe gwiazdy, wysypane po lewej ręce Pani Wodzirej.
- Apeluję! Radość bucha ze wszystkich ust… Kamera widzi! A teraz, moja prawa ręka pójdzie w górę… No? „MAM”, cooo?
-TAALEEENT!
- Powtarzamy, ale razem! Grupa, na lewo! Nooo?
- MAM!
- Na prawo, cooo?
- TALENT!
„Morze” głów, niczym peryskopy, podążających za każdym ruchem kamer, wciąż było zasilane przez kolejne dopływy gwiazd in spe, wraz z rodzinami, znajomymi, i nowymi gapiami. Na trawniku przed Pałacem, wokół Pani Wodzirej, znajdowali miejsce dla swoich popisów ci, którzy upatrywali swoją wyjątkową szansę w konkretnym skupieniu kamer, jeszcze zanim przedłużające się oczekiwanie na rejestrację pozbawi ich mięśnie koniecznej elastyczności. Specjaliści capuery, tancerze, żonglerzy, i inni tego typu wyczynowcy, raz po raz prezentowali swoje sztuki.
Ponad tłum – na jakichś czarnych ruchomych wspornikach, chyba ramion męskich „podnośników”, unosiły się dwie dziewczęce sylwetki, dwa czarne kostiumy w akrobatycznym szpagacie. Całość owej żywej konstrukcji lekko drżała w rosnącym wysiłku, ale wciąż trzymała fason, zgodnie z zasadą show-biznesu „Zesraj się, nie daj się!”.
- Już po jedenastej! Dowiedziałeś się czegoś? – dopytywał się mój towarzysz.
- Jeszcze tylko ma być przemarsz uczestników precastingu pod Kolumnę Zygmunta, i zaraz potem rejestracja! – powtórzyłem komunikat Pani Wodzirej, po usłyszeniu którego wróciłem do auta – Skorzystam, i poszukam klopa…
- Idź do Pałacu!
- Kiedy nie wpuszczają! – kłamałem, trochę już znużony jałowym oczekiwaniem, i powtarzającym się zagadywaniem o moment rejestracji ochroniarzy, którzy cierpliwie odpowiadali „Nie wiem!”.
- To może zdążymy skoczyć do Łomianek, żebyś się przebrał? – kolega krytycznie zlustrował moją sylwetkę.
- Mam swoje lata, i nic na to nie poradzę!
- Nie o to chodzi! Tylko ten brak artystyczny w wyglądzie… Nie chcę cię martwić, ale…?
- Wcale się nie denerwuję! Tylko pośpiesz się, bo zaraz mogą wpuszczać?
- Spójrz, co ma artysta na głowie?
- Kapelusz! Taki lub siaki, ale zawsze kapelusz! Nawet ten, co zatknął sobie za wstążką kwiatki!
- Ten świr?
- Ale trzyma standard elementarny ludowej wizji- telewizji - artysty! A ty?
wardęszkiewicz
Ocena: 4,68, ilość głosów: 37, ilość wyświetleń: 752
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Talent nr 3681


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Talent nr 3681
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

lodzkie | wentylacja | lasik | Solaria używane | dolnoslaskie