Czy ktoś z Was miał kiedyś okazję wziąć udział w prezentacji szeroko pojmowanych akcesoriów gospodarstwa domowego? Ja po raz pierwszy wziąłem udział w czymś takim wczoraj (znaczy w poniedziałek).
Zaczęło się telefonem do mojego domu: "Czy byliby państwo zainteresowani wzięciem udziału w pokazie produktów firmy X?" W sumie czemu nie? Jak nam powiedziano, wstęp jest bezpłatny, każdy pan otrzymuje elegancki parasol, pani - ładną kosmetyczkę. Dla małżeństw - żelazko.
Stawiliśmy się więc całą Familią na tej prezentacji (pod pojęciem "cała Familia" rozumiem: mnie, moich Rodziców, Siostrę i jej Narzeczonego). Na wstępie otrzymaliśmy po lampce szampana. "Tak na dobry początek" - jak to ujął pan, którego funkcje, jak się okazało, rozciągały się od miłego powitania, przez towarzyszenie oczekującym gościom, aż po doradzanie w kwestiach finansowych. Ale o tym za chwilę.
Na sali było około dwudziestki osób. Co prawda nie pytałem się każdego o wiek, ale zorientowałem się, że średnia wieku całej mojej Rodzinki to mniej więcej połowa średniej wieku reszty sali. Gdzie się nie spojrzałem, wszędzie było widać jedynie panie emerytki i panów emerytów.
Pan prowadzący cały pokaz, uprzejmie nas powitał i przeszedł do "prezentacji" nowej kolekcji garnków jego firmy. "Garnki jak garnki" - pomyślałem sobie. Pan Jarosław (bo tak ów pan prowadzący miał na imię) wyprowadził mnie z błędu - oczywiście nie bezpośrednio. Garnki te wykonane były ze stali chirurgicznej, można było w nich gotować na parze, zdrowo i bezpiecznie dla naszych zębów, żołądków, jelit i wątrób... Po omówieniu każdego garnka - tudzież patelni - pan Jarosław zadawał kluczowe pytanie: "A komu z państwa ów garnek się podoba? O, widzę pani z tyłu, panu z drugiego rzędu, pani pod oknem" - autentycznie wymieniał wszystkich ze wskazaniem ręki... Powtarzał to pytanie statystycznie co 5 minut - czułem się jak na spotkaniu jakiejś sekty, bo goście zaczęli odpowiadać: "No, piękne", "Cudowne", aż w końcu "Wszyscy jesteśmy zachwyceni". Czekałem, aż zaczną krzyczeć "Amen!"
Trudno oczekiwać, by komuś nie spodobał się lśniący garnuszek, szczególnie jeśli pyta o to przedstawiciel producenta ów garnuszka...
Za każdym razem pan Jarosław podkreślał wyjątkowość, unikalność i - co powtarzał najgłośniej - niską cenę. Jak się okazało - za komplet wszystkich dziesięciu garnków i patelni (jak również misek mniej i bardziej niezwykłych) trzeba wyłożyć bagatela 11 tysięcy złotych. Komu się to podoba? No, oczywiście wszystkim...
Z czasem przyszła pora na konkursy z niespodziankami. Jedna pani wygrała kuchnię indukcyjną, której blat się nie nagrzewa, a jedynie wysyła fale, które powodują podgrzanie się naczynia. Ale reklamę zrobiłem, co? Tylko, że nazwy firmy nie podam, bo nie mam zamiaru...
Pan Jarosław przeszedł do kolejnego etapu "zachęcania" do kupna jego produktów - stwierdził, że dla dwóch osób ma przeznaczone bony, dzięki którym kupią oni wszystkie te urządzenia za cenę producenta - 3 600 zł... Swoją drogą - nieźle sobie zarabiają "pośrednicy". Zrobił konkurs - kto pierwszy, ten lepszy. Wygrał pan około pięćdziesiątki i pani około 60 lat (nie to, żebym wypominał). Ta sympatyczna pani, po tym jak usłyszała jaka to jest cena (i że trzeba wpłacić 300 zł zaliczki na miejscu), postanowiła "wspaniałomyślnie" oddać to w ręce innej osoby - wiedziała, co robi. Okazało się, że bon przypadł w udziale mojej Mamie. Czyż to nie cudowne? No właśnie, nie za bardzo...
Na koniec pan Jarosław zademonstrował fotel masujący, a że mój Tata jest fascynatem wszelkich urządzeń mających masować czy uzdrawiać kręgosłup - strasznie się na niego napalił. Okazało się, że oprócz gadżetów startowych (parasole, kosmetyczki i żelazka), wynieśliśmy stamtąd fotel i zestaw garnków. Nawet nie pamiętam, ile ten fotel dokładnie kosztuje, ale coś około 2 tysięcy zł.
Czemu ja o tym piszę? Otóż nie po to, aby się pochwalić. Nie po to, by zareklamować tę firmę, bo ani nie cieszę się z tego kompletu (zaraz napiszę dlaczego), ani też firma nie jest godna polecenia (z tego samego powodu).
Otóż pan prowadzący wydał się mi (jak i mojej Siostrze i jej Narzeczonemu) niekompetentny oraz mało przekonujący. Na pytania o inne firmy nie umiał odpowiedzieć, opowiadał tylko o superlatywach swoich garnków, nie mówiąc kompletnie jak te wszystkie "udogodnienia" działają. Miesiąc temu moja Siostra była uczestnikiem podobnej prezentacji, gdzie jednak pani prowadząca pokazała jak co się gotuje czy smaży, robiła to na oczach uczestników, a efekty kulinarne dawała im do spróbowania. A tu? Zupełnie nic. Pan Jarosław czarował nas jedynie wspaniałością "luksusowych" produktów, tworzył kilkupoziomowe piramidy ułożone z garnków, dzięki którym można gotować kilka rzeczy jednocześnie z jednego źródła ciepła. O tym jednak, że aby wymieszać rosół umieszczony na samym dole, trzeba zdjąć 5 garnków znajdujących się na nim, nie wspomniał...
Zastanawiam się, czemu na takie imprezy zapraszane są osoby w wieku emerytalnym. Takie osoby z natury są bardziej łatwowierne. Nie mają pojęcia o nowinkach technicznych, więc można wcisnąć im każdą bzdurę. Czemu nie zaprosili młodych ludzi w wieku np. 30 lat, którzy po pierwsze mają większą wiedzę na ten temat, a po drugie - im to rzeczywiście jest potrzebne? Tak naprawdę jest to tylko naciąganie starszych osób, które wierzą ludziom podającym się za autorytety w danej dziedzinie. Wierzą im, bo tamci mówią, że powinni.
Otrzymaliśmy 10 dni na sprawdzenie tego sprzętu. Jak się nie sprawdzi, to nie kupimy...
|