Pan Władza, czyli Właściciel Strony, wkurzył się i wykopał mi z konta wszystkie felietony, które nie spełniały Jego definicji „felietonu”… Jak zwykle, znalazłem się w „salonie odrzuconych”; dla takich pyszałków jak ja, sytuacja wymarzona… Niezrozumiany! Niedoceniony! Odrzucony Prawem Kaduka? Prawem „Pięści”?
… Litentia poetica tylko sprawiła, że narracja była prowadzona w trzeciej osobie. Jako obciążony refleksją kilkudziesięciu lat własnego treningu i walki, oraz organizowania i obserwacji treningu i walki wielu ludzi, umiem na użytek analizy teoretycznej, zobiektywizować nieco własną postawę, emocje, etc. Spojrzeć na siebie niejako z zewnątrz, z dystansu, czy coś w tym sensie!
Ponieważ chcę postawić przysłowiową „kropkę nad i…” mojej tezie o istnieniu niekiedy destrukcyjnych metod niszczenia szlachetnych odruchów młodych istot, przez tzw. Mistrzów, pod auspicjami Kodeksów Samurajskich, postanowiłem ryzykując raz jeszcze „odrzucenie”, dopisać koniec mojej historii… Mojej historii opowiedzianej w lekkiej formie, i to we własnym imieniu! Wszelako historii inspirowanej poprawnością polityczną i urzędowym optymizmem Andy’ego, pod pozorem nawoływania do wspólnoty w kopaniu piłki zamiast gapienia się w telewizor, czy wzajemnie sobie – za przeproszeniem – „ w krok”…
Pomimo, że Sarmata może żądać „Kończ waść, wstydu oszczędź!”, dopisanie zakończenia musi trochę potrwać…
- Został pan wybrany przez młodzież do reprezentacji "uczniów" na mecz piłki nożnej z "instruktorami"! - żona Szefa odpowiedziała na ceremonialne " Dzień Dobry Pani".
- Jest tu tyle utalentowanej młodzieży, że dziękuję, ale - nie zagram!
- Mąż będzie rozczarowany?
- Nie powinien być! Po pierwsze, boisko, powiem szczerze - klepisko, może być dla moich kości niebezpieczne? Po drugie, mam nieuleczalną dystonię, czy kręcz karku, dlatego nie mogę wykonywać przewrotów...
- Nie wiem, nie wiem! Nam pan przedstawił bezwarunkową zgodę lekarza sportowego na trening sportowy?
- Właśnie! Miałem nadzieję trochę się wyrehabilitować!
- Piłka nożna, to w naszej tradycji sport uzupełniający... Pana, mówmy wprost, odmowa, i pouczenie o jakości placu gry wydaje mi się nie na miejscu.
- Mogę tylko panią zapewnić, że zrobiłem to w dobrej wierze... Zresztą podjąłem już decyzję rezygnacji z Państwa obozu... Pragnę jeszcze specjalnie podziękować Szefowi za nauki i wszystko...
- Nie sądzę, żeby wyraził zgodę na zwrot pieniędzy za obóz!
- Nie zamierzam się ubiegać!
Tego wieczoru zwołano apel, z bezwzględnym wezwaniem do osobistego stawiennictwa dla każdego uczestnika, ucznia czy instruktora. Jakoś tak się ustawiono, że naprzeciw kadry w rzędach ulokowali się wszyscy uczniowie, z wyjątkiem trójki: ja czyli "Emeryt", "Student" oraz "Informatyk".
Ostracyzm, nie wydał się mi spontaniczny, bowiem Szef zwrócił się do owej "opozycji" z następującym oświadczeniem.
- Każdy uczestnik zakwalifikowany na nasz obóz, podjął się przestrzegać regulaminu naszej sekcji, to znaczy,
po pierwsze, podporządkować się rozporządzeniom instruktorów, zresztą uznanych autorytetów - mistrzów w naszej specjalności.
Po drugie, okazywać szacunek każdemu z nich, bo droga do tej pozycji, dla zdecydowanej większości z was, przedmiot pożądania i cel wyrzeczeń, wymaga nadto z góry pełnego zaufania, że wspólnie pomożemy wam pokonać przeszkody waszego ciała, umysłu i motywacji.
Po trzecie, jeżeli komuś się nie podoba osoba moja, naszych mistrzów, regulamin, nasze zasady i tradycje ma wolną wolę rozwiązać naszą umowę, wypowiedzieć, ale nie może liczyć na zwrot opłaty!
Szef objął wzrokiem całą trójkę, przycięgnął brodę do piersi, jak przed walką i zrobił krok w stronę "Studenta". Chłopak się nie cofnął, tylko też trochę pochylił głowę.
- Niech ci się nie wydaje, że jesteś taki mocny! Jak chcesz się sprawdzić z którymś z nas, to wyraź życzenie! Jesteś pełnoletni i możesz dostać tę satysfakcję? To jak?
Byłem tak zszokowany, że marzyłem, żeby zeszła ze mnie cała charyzma, którą obwiniałem za to zamieszanie. Miałem jeszcze odrobinę nadziei, że chłopcy - dobre, przyzwoite dzieci - nie będą wracać demonstracyjnie razem ze mną z tego koszmarnego apelu.
"Student" był bladziutki jak ściana, ale wycedził "A ja myślałem, że on jest naprawdę Mistrzem? Wyjeżdżam, tak jak pan... Tylko ty masz przesrane!" - zwrócił się z troską do "Informatyka".
- Ludzie! W moich grach komputerowych to on - ze swą elegancją żula w kimonie -nawet nie mógłby terminować u Zła! Dzwonię do starych! - "Informatyk" chyba wcześniej już się udał na emigrację wewnętrzną.
Zamyśliłem się… Mój wnuk też miał nieprzeniknione oblicze... Dla mnie, starszego pana, było jasne, że musiało mi coś odbić… Skleroza? Altzheimer? Rzuciłem joystick i uroiłem sobie, że spróbuję raz jeszcze posmakować wspólnotowego ducha...
|