Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (53)
Media (159)
Obyczaje (214)
Ona-On (81)
Polityka (223)
Społeczeństwo (330)
Sylwetki (42)
Inne (316)
Poczekalnia (168)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane
To będzie ten medal? (30-07-2010 01:31)
Ekshibicjonizm gorszy od faszyzmu! (29-07-2010 11:35)
Wirtualna randka jak z Tesco (29-07-2010 12:33)
Firma (29-07-2010 10:37)
Czas na reklamę (29-07-2010 02:12)

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Wykład o miłości
Wykład o miłości
Treść poniższego wykładu nie posiada właściwości moralizujących. Są jedynie jednostronnymi spostrzeżeniami autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie tekstu bez zgody autora grozi trwałym upośledzeniem mentalnym.

Ostatnio kiedy to upajałem się przerwą pomiędzy jednym, a drugim konwersatorium … Tak. Celowo użyłem właśnie takiej formy gdyż nie są to w istocie wykłady z uwagi na fakt, że jeden z moich serdecznych kolegów zupełnie traci głowę dla polemik z dowolnym prelegentem. Czuje się w obowiązku by wygłosić swoje stanowisko w sposób charakterystyczny wyłącznie dla niego. Do tego stopnia, że nie kiedy potrafi spowodować paraliż intelektualny profesora. Powracając jednak do sensu mojego pierwszego zdania gdzie święciłem czas wolny to właśnie naówczas zostałem pobudzony do sprzeciwu. Bowiem było to tak. Siedzimy sobie przed wejściem do naszej studenckiej stołówki i jak przystało na dorosłego człowieka, sfatygowanego samym istnieniem, takim romantycznym weltschmerz’em - palimy po papierosie. Jedna z koleżanek z roku siedząca po mojej prawicy zaobserwowała pewne niepodlegające wątpliwości zdarzenie. Nawiasem mówiąc nie wiem jak moja koleżanka ma na imię, więc jest umownie jak to się rzekło koleżanką i tak już pewnie zostanie. Toteż nie mam sumienia by chcąc zainicjować rozmowę słać pod jej adresem zwroty typu : Ej ty! Chociaż ostatnio poznałem dość ciekawą metodę na takową kłopotliwość. Oczywiście warunki do tego stwarzają konkretne okoliczności, ale jak się szczęśliwie wyłoni taka sytuacja to natenczas pyta się delikwenta, bądź delikwentkę : jak mam zapisać cię w komórce ? Podobno to działa. Wrócę jednak do istoty, bo znowu mi się zboczyło. Otóż ta moja koleżanka odkryła, że nasza „klasowa para” zachowuje się nad wyraz nienormalnie. I w tym właśnie miejscu zostałem pobudzony. Wręcz bym powiedział wzniecony.
W obliczu tej sytuacji postanowiłem dłużej nie czekać i zacząłem perswadować. Tym samym skłoniło mnie to do pewnych autorefleksji i stworzenia kilku teorii. Na wstępie wyjaśnię krótko praprzyczynę powstania tejże klasowej pary. Otóż on był sam, ona była sama. On w pierwszej kolejności komplementował niejaką blondynkę. Ta wyraźnie stawiała większe wymagania, którym on nie mógł dotrzymać kroku i przeniósł swoje zachody na brunetkę. Ta z kolei wymagań nie miała wcale, bo już po krótkim czasie nieskrępowanie trzymali się za ręce. Tak zrodziła się klasowa para. Niemniej większość z nas była zobojętniała, bo zapewne miłośni synoptycy dawali im nie więcej niż miesiąc czasu. Tak się nie stało. Przetrwali. Miłość ? Być może. Ale koleżanka patrzy i szepcze mi do ucha, że chyba coś z nimi nie tak. Zdają się być tacy wyobcowani, dalecy w stosunku do reszty naszej studenckiej komuny. Czy słuszne było jej przekonanie ? W dużej mierze tak, ale ja postanowiłem jej to wyłuszczyć w taki sposób by zmienić nieco ich wyobrażenie. Poniekąd opierając się na własnej autopsji. I w tym miejscu zaczyna się nużąca część mojej opowieści. Jeżeli dotychczasowa była nużąca to ta będzie nużąca śmiertelnie. Ostrzegam, że teraz będą metodycznie pojawiać się moje definicje, bowiem jedną z niewielu rzeczy jakiej się nauczyłem będąc politologiem to to, że każda dyscyplina ma prawo do własnego definiowania pojęć. Na Wasz niefart- ja z tego prawa skorzystam. Wobec tego przejdę do zasadniczych kwestii.
Opowiem wam trochę o miłości moi bracia. Zakładam, że w wypadku klasowej pary ta miłość występuje. Skąd to stwierdzenie ? Ano stąd, że niepodważalnie są w pierwszej fazie zespolonego umiłowania. Tak zgadza się. Właśnie przeczytaliście pierwszą definicję. Czym charakteryzuję się faza zespolonego umiłowania ?
Pierwszym wyraźnym uzewnętrznieniem owej fazy jest widoczna izolacja od reszty środowiska w którym oba podmioty funkcjonują. W tym wypadku egzemplifikacją jest właśnie wnikliwa obserwacja mojej koleżanki (skądinąd dość antagonistyczna). Oba osobniki mają zasępione twarze i dziwnie rozbiegany wzrok. Przemieszczają się wyłącznie razem w odstępie 10 cm, szczelnie zamknięci w mydlanej bańce. Niestety są sytuacje w których ona bądź też on mają pilną potrzebę załatwienia spraw z własnym układem moczowo-płciowym w który złośliwie wyposażyła ich natura. Wówczas są zmuszeni oddalić się od siebie na odległość większą niż 10 cm i zaczyna się proces utęsknienia. Proces ten szybko się nasila i po upływie 5 minut powoduje pierwsze stany lękowe pod tytułem „A może ona mnie właśnie zostawiła ?” Podczas kiedy on przechodzi te pierwsze stany lękowe ona w trakcie naturalnego obniżania balastu zastanawia się czy przypadkiem już jej nie zdradził.
Stąd właśnie wszystkie czynności jakie przychodzi im robić osobno – robią w znacznym pośpiechu co w konsekwencji wiążę się na przykład z niebywałą nieuprzejmością w stosunku do pani bez pośpiechu wydającej herbatę. Tu przy okazji rodzi się pytanie: Czy inni mają cierpieć z ich powodu ?
Kolejnym symptomem fazy zespolonego umiłowania jest tzw. Pełna synchroniczność osobowościowa. Czym taka synchroniczność się objawia ? Ano tym, że w każdym aspekcie życia codziennego zgadzają się na mur. Nie ma rzeczy, która mogłaby ich jakoś poróżnić. W okresie tej synchroniczności towarzyszą frazy : „Tak kochanie masz absolutną rację” , „Tak słońce myślę podobnie” ,bądź też „Nie zgodzę się, ale uważam tak samo kotku”. W taki oto sposób stroimy partnera w piękne piórka. Choć takiej emocjonalnej niewoli prędzej czy później przychodzi kres.
Ale o tym za moment. W fazie zespolonego umiłowania obaj partnerzy symbolizujący dwa podzbiory ,które dalej łączą się w zbiór właściwy. Stąd etymologia słów : jedność, wspólność i partnerstwo. Faza ta to swoiste odkrywanie tajemnicy drugiego człowieka. To właśnie determinuje czas fazy, który jest uzależniony od stopnia i ilości niewiadomych partnera. Jeżeli nadchodzi czas kiedy nie mają przed sobą żadnych sekretów dochodzą już do martwego punktu. Wniosek nasuwa się taki, że klasowe gołąbeczki nie o wszystkim sobie jeszcze powiedziały. I chyba dobrze. Ostatnim insygnium zespolonego umiłowania jest intensyfikacja potencjału. Wtedy każdy z osobników odczuwa silny entuzjazm i energię. Zaafektowany samiec może nagle zacząć słuchać muzyki poważnej i pisać limeryki ,a z kolei samica w przypływie emocji może znienacka opuścić swe serdeczne przyjaciółki ze stada. Tutaj ważne jest jak szybko pożałują tych decyzji i powrócą do starych przyzwyczajeń.
Nasza klasowa para właśnie wkracza w ten dość śliski etap. Po zmierzchającej intensyfikacji potencjału przychodzi czas na drugą fazę. Jest to faza dokompletowania. Jeżeli obie strony uznają, że to coś kwitnie w najlepsze uciekają się do różnych środków cementowania związku. Tutaj kolejność jest dowolna.
Najpierw ślub potem chrzciny, bądź też odwrotnie. O tym decyduje współczynnik nieomylności u obojga partnerów w postaci kalendarzyka, bądź metody z przysposobienia obronnego tzw. „na oko”.
Innymi środkami są przedwczesne zaręczyny, wspólne amulety, tatuaże, pościel a w skrajnych przypadkach szczoteczka do zębów. Tu wyłania się trzecia faza, która jest niechybnym wynikiem upływu czasu i jest to faza dekoniunktury sercowej. Przejawia się głównie zanikiem namiętności w zamian pojawia się przyzwyczajenie. Faza ta dość często jest fazą ostateczną. Wprawdzie ci bardziej zdeterminowani podejmują się prób ingerencji w dekoniunkturę sercową. Owocuje to przeżywaniem silnych bodźców takich jak skok na bungee, radykalnym uczesaniem głowy partnerki, niezapłaceniem jednej z raty kredytu, bądź zwyczajnie kupnem Kamasutry. W fazie dekoniunktury sercowej istotną rolę odgrywa rozmowa. Jeżeli partner totalnie obnażył się ze swoich tajemnic i znamy go na wylot to zachodzi obawa, że sobie już z nim pogadamy. Jedynym tematem wówczas może być kwestia kto dzisiaj śpi w sypialni, a kto zajmuje kuchnie, bądź kiedy sufit doczeka się odrestaurowania.
Reasumując dotychczasowymi fazami były : faza zespolonego umiłowania gdzie wyróżnialiśmy pełną synchroniczność osobowościową i intensyfikację potencjału. Dalej mamy fazę dokompletowania i fazę dekoniunktury sercowej. Ostatnia faza ma dość sugestywną nazwę otóż jest to faza być albo nie być. I tutaj nie ma co się za dużo rozwodzić bowiem „być albo nie być” warunkują osobiste priorytety obu płci. Niekiedy wspólnym priorytetem może być np. mieszkanie na tyle małe, że nie sposób go podzielić, zbliżenie którego nie można sobie odmówić, a nierzadko też dziecko, które staje się przedmiotem sporu. I zobaczcie co wtenczas zostaje po fazie zespolonego umiłowania.
Niekiedy nic. Tak tyle łączyło i tak samo tyle teraz dzieli. Dlatego życzę wytrwałości i zaangażowania naszej klasowej parze. Kłóćcie się regularnie. Wygarniajcie sobie. Stłuczcie coś. Porządnie. W nadziei wspólnego godzenia się, które może przeciągnie się o 5 minut dłużej niż zwykle. Życzę wam Abyście przez cały czas stawiali na „być”. A mojej bezimiennej koleżance życzę rychłego porzucenia nałogu …
MICHU
Ocena: 2,43, ilość głosów: 7, ilość wyświetleń: 762
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Wykład o miłości
Podobna para również funkcjonuje w mojej grupie studenckiej - są na ostatnim etapie. Ona - zakochana trzpiotka,
on - zachowawczy dominator.
eve
21-04-2009 09:19:10 PM

Dear Mr Pudelek
Abstrahując nawet od faktu, że powyższy tekst nie jest felietonem, a raczej ma formę wykładu (na co wskazuje nawet tytuł), niezależnie od "celowej formuły tekstu", należy pisać tak, aby czytelnika zachęcić/zaciekawić. Celowa formuła czy też nie, powyższy tekst jest tak ciężki w przyjęciu i nudny do granic możliwości, że to aż uwłacza autorowi, który identyfikuje sam siebie, jako przodownika ilości publikacji.

A co do merytoryki owego "wykładu", to nawet nie będę tego komentował, bo nie ma absolutnie żadnej.

I jeszcze raz to podkreślę, bo dwa razy to za mało: Boże, jakie to jest nudne!
Andy Rutheford
17-03-2009 10:02:31 PM

komentarz
Panowie chyba nie zrozumieli celowej formuły tekstu ,która świetnie udowadnia jak najzwyklejsze uczucia można zmechanizować traktując o nich językiem typowo naukowym. Poza tym jak można pisać o braku merytoryki Panie Rutherford :)
Pozdrawiam !
Pan Pudel
17-03-2009 08:52:25 PM

***
Jezus, studiorum i Wittgenstein. Wszyscy trzej z dziubków sobie spijają.
Autor
17-03-2009 08:17:42 PM

reguła
Najlepszym antidotum, które uchronić może każdego entuzjastę przed żmudnym kleceniem wypowiedzi jest powtarzanie sobie co jakiś czas słynnej frazy Wittgensteina: "jeżeli w ogóle da się coś powiedzieć, to da się to powiedzieć prosto”. Polecam tę regułkę autorowi...
Janusz Niżyński
17-03-2009 07:41:46 PM

errata do "repetitio..."
jest:"... zespół w zesół/..."
winno być: "... zespół w zespół/..."
Michał Wardęszkiewicz
17-03-2009 07:16:09 PM

repetitio mater studiorum
co umiłowane potencjałem zespół w zesół/
z intensywną synchronicznością/
w ślub (chrzest/zaręczyny/niewłaściwe skreślić) scementowane/
kryzys pocznie jak potomstwo/
zapłodniony filologią
(psychologią/politologią/niewłaściwe skreślić)
Michał Wardęszkiewicz
17-03-2009 07:06:51 PM

Jesus...
Nie wierzę, że to przeczytałem do końca. Prawie zasnąłem w trzech miejscach. Był to rzeczywiście "wykład" i to cholernie nudny, nie wspominając o braku merytoryki. Daję 3 (i to z minusem!).
Andy Rutheford
17-03-2009 06:45:53 PM

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Wykład o miłości
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

stelaże pod materac | zachodniopomorskie | teksty | Zdrowa żywność | Odzież damska