W końcu po długiej przerwie zasiadłam przez klawiaturą. Co powstrzymywało mnie przed wcześniejszym klikaniem? Niestety urok wkroczenia w kolejny etap życia, który rozpoczął się od udziału w statystykach ludzi bez stałego zatrudnienia. Okres już nie tak wesoły i beztroski jak 6 lat studiów. To były czasy. Człowiek docenia rycie po nocach w sesji jak musi wstawać do pracy, która nie do końca ma dla niego sens i niekoniecznie prowadzi go do dostatecznej satysfakcji. Oczywiście byłam częstym gościem, a raczej stałym bywalcem w PUP-ie, nie tylko aby podwyższyć procent bezrobocia, ale aby się przekonać, że coś może się ruszyć do przodu. Mimo stania w kolejce, która już zaczynała się na schodach, dość szybko udało mi się umówić na grupowe randez-vous. Pierwsze spotkanie okazało się małym wprowadzeniem w tajniki bycia zarejestrowanym, aktywnym bezrobotnym czyli, w które drzwi zapukać aby zadać pytanie i jeszcze dostać na nie odpowiedź. Wszystko nawet zalatywało pewną dozą optymizmu, szczególnie gdy przedstawiono możliwości jak zmienić swój stan zawodowego zawieszenia. Jeszcze optymizm ten podtrzymywał chyba celowo dobrany kolor zielony, który pogłębiał nadzieję, że ta tasiemcowa kolejka, w końcu zacznie posuwać się 15 na godzinę. Obraz Urzędu Pracy jako miejsca tylko prowadzącego statystyki i wylęgarni permanentnej depresji, ulegał lekkiemu przekształceniu, a dość młoda kadra obsługiwała petentów z (zdarzało się) uśmiechem na twarzy. Można by pomyśleć - chyba właśnie dlatego, bo młoda. Okazuje się, że wiele z tych świeżych, nie odczuwających jeszcze urzędniczej nudy, pracowników stanowią stażyści, którzy rozpoczęli swoją karierę jako zarejestrowani bezrobotni i chyba tak z sentymentu tu zostali. Tacy stali bywalcy, którym przypadł do gustu kolor zielony. Moim celem było rozpoczęcie właśnie takiego stażu, niekoniecznie w urzędzie, bo nie widziałam się za bardzo jako wydzierającą na petentów, w papierach po uszy. Ambitnie chciałam poszukać czegoś na własną rękę, ale jak to zwykle bywa nigdy nie może być tak jak się zaplanowało, a przynajmniej z początku. Tak też w wielkim skrócie, skorzystałam z propozycji pośrednictwa pracy i wylądowałam w pewnej agencji, bynajmniej nie towarzyskiej, która jest jednostką państwową. Jednym słowem siedzę w papierologii i uczę się jak to się skutecznie objeżdża interesantów. Takie życie śmieszne i obsadza nas czasem w najmniej spodziewanych dla nas rolach, bo już wiem jak to jest po drugiej stronie okienka, kiedy po raz setny zadają ci to samo pytaniem, które jest dla ciebie oczywistą oczywistością. Jedno nie ulega wątpliwości- studia to najpiękniejszy okres w życiu, nawet siedząc z dziesiąta kawą w ręce, z nieczytelnymi kserówkami na kolanach i z wizją nieprzespanej nocy przed egzaminem następnego dnia. Teraz wypada przygotować się do kryzysu, a dla kobiet najlepszą metodą na uniknięcie zwolnienia jest stan błogosławiony. Aktywna miłość w czasach kryzysowych zawsze przynosiła wyż demograficzny. W końcu sex to najtańsza z rozrywek, chyba, że ktoś jest zmuszony płacić. Ja na razie tonę w papierach i mam je po uszy…dosłownie i w przenośni.
P.P. Za wszelkie błędy "z dołu"przepraszam...komputer+praca+i wiele innych |