Ostatnio chłopak mojej koleżanki zadał pytanie, którego nie powinien zadawać żaden facet jeśli nie chce poczuć się odrzucony, sponiewierany i nieważny, a mianowicie: „gdybyś miała do wyboru taki super, wspaniały dzień ze mną albo 24 godziny zakupów w centrum handlowym za tyle kasy ile chcesz, to co byś wybrała?”. Ktoś powiedział, że szczerość to podstawa związku, ale ja sądzę, iż mimo wszystko trzeba wiedzieć kiedy skłamać. Moja przyjaciółka zastosowała się do pierwszej rady i odpowiedziała bez ogródek: "Zakupy".
Oh tak, kochamy zakupy drogie panie. Każda z nas, bez wyjątku, nawet największa chłopczyca podświadomie uwielbia to uczucie ekscytacji, towarzyszące kupowaniu wymarzonej bluzki czy innej części garderoby. Tutaj właśnie nasuwa mi się na myśl pytanie: dlaczego tak naprawdę lubimy zakupy?
Większość kobiet odpowiada: bo poprawiają humor (nie zawsze, czasami po godzinach bezowocnych poszukiwań jesteś bardziej wkurzona niż przed), bo fajnie jest wydawać pieniądze, bo ubóstwiamy mieć dużo rzeczy, bo to w pewnym sensie podniecające. Biorąc pod uwagę tę ostatnią opcję to może w przyszłości zakupy zrewolucjonizują sferę erotyczną? Stosowane w dużych dawkach mogą zastąpić seks tak jak najnowszy Xbox zastępuje go u facetów. Zagłębiając się dalej w powody naszego sklepowego orgazmu trzeba wyciągnąć na wierzch najmocniejsze argumenty, które o dziwo wcale nie padły z ust ankietowanych: po prostu lubimy (albo też musimy) ładnie wyglądać. Nie ma się czego wstydzić, to oczywista oczywistość jakby to powiedział pan prezydent.
Uwaga! Męska część czytelników może zszokować się słowami, które za chwile nastąpią. Proszę więc o zapięcie pasów, dokręcenia śrubek w krzesłach, wzięcie tabletek uspokajających, sporządzenie testamentu oraz wybór ładnej trumny na allegro. Z góry informuję, że nie biorę na siebie odpowiedzialności za skutki przeczytania tego felietonu.
Przejdźmy więc do rzeczy…wcale nie stroimy się tylko dla was. W dużej mierze posuwa nas do tego rywalizacja między nami kobietami. Tak naprawdę uwielbiamy wyglądać lepiej od innych przedstawicielek tej samej płci. Czujemy się pewniejsze siebie i piękniejsze z każdą brzydziej wyglądającą rywalką. Dla ułatwienia (tyczy się męskich osobników) uczucie to można porównać do triumfu odczuwanego po przejściu na kolejny level ulubionej gry.
Jednak teraz powróćmy do pierwszego z wyżej wymienionych motywów pięknego wyglądania. Gdybyście nie byli wzrokowcami, dla których (nie oszukujmy się) liczy się głównie pierwsze wrażenie to nie musiałybyśmy spędzać tylu godzin przed lusterkiem. Posłużę się tutaj wyświechtanym przykładem: mając do dyspozycji boską, seksowną brunetkę i przeciętną, zaniedbaną blondynkę, do której będziecie chcieli podejść? I nie mówcie, że najpierw upewnilibyście się czy ta druga nie jest waszą drugą połówką. Nawet jeśli zdobylibyście się na tak szlachetny krok to za moment zastosowalibyście zapewne teorię odstąpienia, odbierając niespodziewany telefon ze szpitala, po czym pobieglibyście ratować chorą na serce „babcię” w seksownej, czerwonej sukience, zostawiając biedaczkę samą.
Powyższy przykład wprowadza nas w ciężkie czasy pod hasłem: ”Kobieto! Chcesz faceta? To sama go sobie zdobądź!”. Właśnie w tym nasza ewolucja zrobiła krok w przód (a raczej krok w tył), odróżniając nas od małp i innych zwierząt. W świecie przyrody to samiec musi zdobyć samicę, a nie na odwrót. To paw ma cudowny, pstrokaty ogon, a nie pawica. To lew posiada imponująca grzywę, a nie lwica. To kaczor ubrany jest w pstrokate piórka, a nie kaczka. A jak to wygląda u ludzi? To kobieta zakłada na siebie modne ciuchy i układa sobie godzinami fryzurę, a nie mężczyzna (z pewnymi wyjątkami, ale 90% z nich to homoseksualiści).
Wobec takiego stanu rzeczy apeluję do płci męskiej o odrobinę zainwestowania w swój wizerunek, nie tylko w gry komputerowe. Nie chodzi tu o przesadną manię na swoim punkcie, lecz o odrobinę starań. Bardzo tęsknimy za nonszalanckim przepuszczaniem w drzwiach, komplementami, poświęcaniem nam uwagi, nie przedmiotowym traktowaniem, miłą, dowcipną rozmową oraz bohaterskim ratowaniem z opresji- typowe szarmanckie zagrywki, ale potrafią zdziałać cuda. Zwłaszcza gdy spotyka się je coraz rzadziej. Nie skazujcie nas na wieczne zakupy ( no dobra, tutaj można polemizować).
|