Jest 22 grudnia. Za dwa dni Wigilia. Ponieważ wszystkie dobre pomysły na felietony sprzedałem gazecie, napiszę raz jeszcze o świętach. No dobra, nie sprzedałem, bo nie chcieli kupić. Nie napiszę jednak, że Święta są cudowne. Dzisiejszy felieton jest skierowany do ludzi, którzy świąt szczerze nienawidzą. Oto 5 powodów, dla których Święta Bożego Narodzenia powinniście mieć głęboko w dupie:
1. Prezenty. Czy miło jest dostawać prezenty? Nie! Nikt nigdy nie wie, co chciałbym dostać. W tym roku ponownie dostanę więc jakąś część garderoby. Jak będę miał szczęście, będą to nowe jeansy jakiejś modnej firmy. Szczęście jednak ostatnio mi nie dopisuje. Dostanę więc jakiś ohydny sweter, albo co gorsza... skarpetki. Kto normalny, do jasnej cholery, daje pod choinkę skarpetki? No i dawanie. Lubicie dawać prezenty. Jasne, kto nie lubi. Ale najpierw trzeba je kupić! A nawet przy dużym wydatku istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że to gówno za 200 zł się nie spodoba!
2. Rodzina. Co za debilna tradycja, by spotykać z nią całą. Połowy tych ludzi nie lubię. Niektórych szczerze nienawidzę. I vice versa. Spotkamy jednak się, i z moim najmniej szczerym uśmiechem, mówiącym "oboje wiemy, że się nienawidzimy", będę się z taką osobą łamał opłatkiem, życząc wszystkiego najlepszego, z palcami skrzyżowanymi za plecami. Jeżeli się z kimś nie widuję przez cały rok, to chyba jest jakiś powód. Ta osoba to wie, ja to wiem, oboje czujemy do siebie to samo. Co za cholerna obłuda. Wolałbym już wysłać kartkę pocztą. Ale nigdzie nie znalazłem takiej z napisem "Żebyś w nowym roku straciła pracę, Ty wredna sztuczna, dwulicowa babo".
3. Telewizja. No więc najwięcej szczęścia dałoby mi spędzenie tego okresu wpatrując się w tele-pudło. Tylko, że wszystkie kanały nadają te filmy, które chciałbym zobaczyć, dokładnie o tej samej porze! 4 filmy, 4 kanały... tylko jedna godzina rozpoczęcia. Debilizm. Ale nikt tego nie zmieni, bo pracownicy telewizji zamiast myśleć, w pracy kombinują... "Jakiego koloru skarpety kupić dla...?"; "Żebym nie musiał siedzieć obok tej wrednej krowy przy stole wigilijnym!". Takie myśli powodują, że jestem zmuszony grać play-offy na dwie monety, o to który film wybrać! Ehh...
4. Makówki. Boże jak ja kocham makówki mojego dziadka. Mistrzostwo kulinarne świata! Ale akurat założyłem się o dużą kwotę pieniędzy, że do lutego zrzucę 10 kilo wagi. Nie zjem więc prawie nic. Ani makówek, ani pierogów. Cholera!
5. And last but not least - Muzyka. Nie jestem Georgem Michaelem. Gdybym był, święta byłyby okresem wypłat. Ale jak jeszcze raz usłyszę "Last Christmas" gdziekolwiek, to chyba będę rzygał. Dosłownie. Przecież to durne gówno nawet nie jest o świętach. To jest piosenka o facecie, który jest tak do dupy, że kobieta rzuca go w wigilię. A on ze smutku zostaje pedałem. Nie mogę tego chłamu dłużej słuchać!
Ponieważ jednak mamy święta, będziemy musieli je jakoś przeżyć. Jak co roku. Mogło być jednak gorzej. W tym samym czasie, zamiast czcić narodziny Jezusa:
- Buddyści nie robią nic. Jak zwykle;
- Żydzi nie dostają prezentów, tylko w swoich głupich czapkach zapalają świeczki;
- Hindusi kręcą beznadziejne filmy i medytują;
- A Islamiści wysadzają się w powietrze!
Merry Fuckin Christmas !!!
ALEA IACTA EST... - www.aie.bloog.pl |