Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (52)
Media (157)
Obyczaje (212)
Ona-On (80)
Polityka (220)
Społeczeństwo (327)
Sylwetki (41)
Inne (316)
Poczekalnia (605)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Przysięga wtórnego użytku
Przysięga wtórnego użytku
Przed świtem, po kilkugodzinnym śnie, kac dokuczał mniej. Powczorajszy bilans mógł mieć trochę czasu okopać się w kołysce racji.
- Kto ma rację, stawia kolację! – spróbował zażartować. Grono dawnych kumpli, wspólnym rechotem, dekretowało powrót do życia. Dziś, kiedy większość ludzi, rzeczy i spraw przetoczyło się po nim, jak pociąg przez pusty peron jakiejś Pipidówki, pędem i ze zgiełkiem, on sam musi w sobie znaleźć motywację.
- Mój mąż zasiada przy biesiadnym stole, upija się jako jedyny! – krzyczała Mela – Mocna głowa? Wystarczy, że powąchasz setkę, i już zaczynasz się kiwać, bełkotać... Już mnie nie widzisz, nie słyszysz, nie czujesz! Jeszcze w aucie nieproszony oświadczyłeś „Przysięgam, że zrobię wszystko, żeby nam nie zmarnować tego naszego dnia!”. Jak mi wstyd, przed ludźmi!... I przed sobą - że znów uwierzyłam?
Przede wszystkim, jeszcze wczoraj, on sam w to naprawdę wierzył. Przecież to zależy tylko od niego! Zachód słońca i niezwyczajne w końcu listopada ciepło natchnęło oboje do wspomnień. W Boże Narodzenie mieli dodatkowo uczcić dwudziestą rocznicę małżeństwa.
- Nie jesteś tato uzależniony... Widać, zdecydowałeś nie kontrolować picia. Jak zwykle! – miły ton córki kolidował z treścią profesjonalnej diagnozy. Jako psycholog kliniczny, czuła się być może bardziej spełniona, niż jako dziecko dotykane przez lata okolicznościami i skutkami licznych kompromitacji rodzica, na bazie wódki.
- Nie kochasz ludzi! – matka, z zafrasowaną miną, wręczała mu świeżo wyprasowaną przez siebie koszulę na pomaturalny bal. – Naucz się kochać ludzi, bo to się musi źle skończyć. Nawet nie czuł irytacji.
- Jakieś brednie! – szkoły nienawidził, ani żakowskiego tonu i żartów kolegów maturzystów, z ich szczeniacką brawurą towarzyszącą świadectwu dojrzałości i wielkim planom dotyczącym studiów i kariery. Ich ostentacyjne popijawy, w oparach dymu papierosowego, mające kwitować dorosłość, dystansowały go skutecznie od wszelkich używek, na czele z wódką.
Był jedynym, znanym sobie, można by rzec z autopsji, człowiekiem, który został skazany prawomocnym wyrokiem sądowym, poprzedzonym dwutygodniowym aresztem. Wtedy, w jednym pomieszczeniu -„pod celą”, był przetrzymywany wraz z podejrzanym o dwukrotne zabójstwo. Więzienie, areszt - to obskurna cela z wielką drewnianą platformą na wspólne siedzisko lub sen, z metalowym kiblem w rogu. Niejasno, zdawał sobie sprawę z istnienia czegoś takiego z jakichś lektur. Istnieją lochy, więzienie... Takie straszne miejsca, jak to, dokąd go służby graniczne przewiozły, skąd został ujęty przy próbie nielegalnego przekroczenia granicy, w celu ucieczki z Polski na Zachód, do – jak dowodzili śledczy – „Wrogiego Obozu”.
- W jednej izbie z mordercą! Chcę do mamy! – piętnastoletni maminsynek dygotał z przerażenia. Żółte światełko oświetlało cień zarostu na zadowolonym z siebie grymasie uśmiechu kryminalisty, który nachylił się nad zszokowanym chłopcem i zwierzał się kabotyńskim szeptem, powtarzając jak mantrę:
- To był pomiot jej gacha, nie mój! To ja ich traktorem... Pomiot w ziemię!
Duży dzieciak, niegdyś wstrząśnięty bezpośrednim zetknięciem się z Istotą Zła, dziś starszy mężczyzna, z doświadczeniem wieloletniego pożycia z dobrymi i inteligentnymi kobietami, ojciec i dziadek, autor opowiadań, wierszy i pieśni. Publikowany i prezentowany. W szacownych periodykach i w równie szacownych miejscach na autorskich recitalach. Po edycji trzech autorskich płyt. Co ma tłumaczyć ta jego historyjka z minionego wieku? Wszak kobiety i mężczyźni z jego środowiska także wciąż doświadczają wszechobecności Zła? Ale pracuję, uczą się, kochają i rozwiązują swoje problemy i trudności, bez żadnej potrzeby ucieczki, odurzenia, odmóżdżenia? Co w tej zetlałej przez czas opowieści jest takiego, że jest przez niego nie tylko opowiedziane, ale powtarzane jak mantra? To nie da się wyjaśnić kryzysem twórczym, nawiedzającym ponoć niektórych artystów.
- Twoje źródło wciąż bije! – orzekła Mela, z którą on chce spełnić swoje życie – Dlaczego tak niegodnie się niszczysz, pozbawiasz się świadomie świadomości? Po co sprowadzasz na nas cierpienie, anihilujesz w oczach sprawdzonych przyjaciół? Błagasz o przebaczenie, ty, który nienawidzisz przemocy i zła, na trzeźwo muchy nie skrzywdzisz, kiedy raz pokochasz – „kochać będziesz zawsze”, jak twierdzi piosenka?
- Wiem! N-ty raz „spadam na cztery łapy”... Przysięgam, że już nie złożę żadnej przysięgi! Że znów sięgnę do pierwszej legendy... Tam musi być pierwszy fałsz, pierwsze kłamstwo... Jak zdołałem przetrwać więzienie w jednej celi z mordercą? Wiele razy w rozmaitych wariantach „biografii”, a to na wieczorach autorskich, czy w mediach, czy w innych okolicznościach kombinował warianty odpowiedzi. Wtedy zawsze wydawało mu się oczywiste, że udało mu się uciec!
- Uciekłeś z więzienia?
- Nie! W innym sensie...
Dygocząc ze strachu, skulony na deskach, nasłuchiwał, czy morderca już chrapie we śnie, czy tylko udaje, bo przeniknął jego chłopięce intencje, żeby Zło unieszkodliwić... Czym? Dostępnym narzędziem? Jakim? Stalowym wiekiem na pojemnik kibla! Dziś, w tej chwili, nie mógłby już przysiąc, czy tego dokonał faktycznie, czy tylko opowiada sen? Swoją - wówczas - ucieczkę w sen? Mit? W który uwierzył, żeby przetrwać? W końcu, mentalnie, wciąż był jedynie dużym dzieckiem – mamusinym synkiem – który pamiętał – poza zmorami i majakami wojny - tylko jeden krwawy fakt, w życzliwej osobiście dla niego aurze Wszechświata... Na swojej ulicy... Jakiegoś pijanego żołnierza w delirium, którego masakrowali żandarmi. Mama odciągnęła go od okna. I znów wrócił do swojego świata. Ukochanej książki „Mity Greckie” Jana Parandowskiego. Wtedy, literaturę postanowił przekuć w czyn! Przecież Herkules czy Herakles, i inni herosi i boginie mitów byli dla niego bardziej realni niż krwawy odcień Zła, abstrakcyjnego za szybą okna ich obojga – syna i matki – bezpiecznej twierdzy!
- W jakim sensie?! Czy to kolejny mit, w który mam wierzyć? Żebyś mógł znów podsunąć jakieś pokrętne wyjaśnienie krzywoprzysięstwa?
- Przysięgam, że kiedy dowiem się prawdy, choćby jakieś światełko na nią, powiem!
wardęszkiewicz
Ocena: 4,62, ilość głosów: 63, ilość wyświetleń: 475
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Przysięga wtórnego użytku


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Przysięga wtórnego użytku
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

paradise poker | silniki elektryczne | hostel kraków | botox Kraków | wyciągarki