- Nie ma zamiaru ustąpić! – skradała mu się za plecami, czego nie znosił. I nie raz, nie dwa komunikował, choć po latach ścisłej wspólnoty była impregnowana na tego rodzaju oświadczenia woli.
- Kto? – udał, że nic nie jest w stanie zakłócić mu komfort leżakowania przed telewizorem.
- Jak to, kto? Wydrukowałam przed chwilą z internetu „Aut mors aut victoria”!
- Co? – wcale „nie rżnął głupa”. Ciśnienie samo podskoczyło. Nawet nie zdążył zdiagnozować, że z irytacji. Skutkowało - gonitwą myśli. Zauważył tylko, jak kładzie mu na brzuchu wydruk – Czy nikt już w tym domu nie uszanuje chwili odosobnienia?
- Przecież to Andy! – argumentowała, z przekonaniem, że w ten sposób jakoś wspiera mężowską motywację.
- Widzisz, co śledzę? Eurosport! Wiesz, co znaczy „Aut”? Jak piłka całym obwodem przekroczy biały obrys boiska! „Mors” może na przykład być nazwą gatunku morskiego ssaka... Wtedy mogła byś się wraz ze mną się gapić na „National Geographic” !
- Ten utalentowany chłopiec obwieszcza światu i tobie swoją gotowość walki do zwycięstwa! Chyba nie zbanalizujesz tego, jak ci dyktuje wygodnictwo?
- Przecież oficjalnie ogłosiłem swoje desinteresment!
- Nieprawda! Chowasz się za tymi słówkami? Kreujesz się na poliglotę, a jak w Meksyku prosiłam cię, żebyś wezwał bagażowego po nasze walizy, to wolałeś sam dźwigać, żeby nie było kompromitacji!
- Przed tobą, chyba oszalałaś?
- Nie przede mną! Przed prostym służącym!
- Powtarzam, planowałem odpoczynek przed telewizorem? Przerwałaś brutalnie, w stylu twojego faworyta! Rozumiem, dlaczego... Czarujący agresor mógłby być twoim synem! A ja już jestem starszy pan! Żaden pas, prócz tego do moich spodni, nie zdobi Kącika Pamięci.
- Ty faktycznie „dajesz tyły”! A ja dotąd zawsze mogłam być z ciebie dumna... Może ci trudno kochać ludzi, kochać bliźniego, ale na pewno się starasz! Nawet potrafisz „zbudować złoty most” dla czyjegoś talentu, który właśnie tego uznania potrzebuje... Zapomniałeś, jak byłeś młody? Pamiętasz, jak niby mimochodem pokazywałeś jedną, jedyną recenzję twojego młodzieńczego, ogołoconego z marketingowych chwytów, tomiku?
- Powinnaś przybrać ksywę PI-AR BIS! Jak mam raz jeszcze oświadczyć: Andy, MW był jeszcze parę lat temu autorem tekstów i melodii trzech autorskich płyt. Śpiewał – jako vocal – swoje utwory, w profesjonalnych zresztą aranżacjach znanych artystów. Które były oklaskiwane na koncertach i nigdy nie były promowane w mediach. Jeżeli, MW, Twój rzekomy rywal do Wirtualnego Pasa, jest jak mówi Pismo na wzór i podobieństwo Mistrza „JESTEM”, to kim naprawdę MW jest, skoro tylko przez swoje nieskromne „pięć minut” był?
- Mistrz Mimikry! – skomentowała znużona – jej zdaniem – jałowością jego wywodów.
- Wciąż jednak jestem twoim mężem... Znaczy, uwielbiam twoje wypieki!
- Mój warunek! Zareaguj przynajmniej na kawałek świetnego opowiadania?
- Niniejszym reaguję, w sensie raczej motorycznym... I niech Pan Bóg mnie ma w swej opiece, bo ani w sobie ani też z zewnątrz nie widzę światła – dla żadnej z moich myśli? Chyba, żeby PI-AR wsparł mnie jakimś lepszym pomysłem, niż wyszarpywanie Wirtualnego Pasa via klawiatura komputera... Faust już nie chce być młody! Twój ruch, Andy!...
|