W 90-ą Rocznicę Odzyskania Niepodległości obiecałem sobie pomnikowy fragment polszczyzny, w dawce minimum.
Telewizja bowiem postanowiła mnie pognębić wyeksploatowanym publicznie wizerunkiem multimedialnej harówki Nataszy U., podniosłymi dźwiękami pieśni polskich wojowników i dworskiego fraucymeru, w ludowych aplikacjach.
Zamiast Miodka, z rodziną i koleżkami ze szkolnej ławy, serwowanego przez komercyjnych konkurentów, przerzuciłem kilka felietonów Henryka Pustkowskiego. Jest – moim zdaniem – nie gorszym znawcą słowa, a przy tym zawsze inspiruje mnie w zakresie psychologii, socjologii, etc, gdzie chętnie lokuję niesprawdzalność moich teorii na temat człowieka, społeczeństwa, narodu. Ezoteryczność bowiem moich konstatacji, pożytecznie jest dla mnie skonfrontować (zweryfikować) z rzetelną erudycją Henryka.
Kiedy wprowadzam w stan zupełnego osłupienia swoją żonę, gdy proponuję jej przyczynowo-skutkowe wyjaśnienie np. zjawiska kryzysu, z wielostronnym użyciem pojęcia dylematu poznawczego, zrywa mi się wątek i zapominam, w jakim celu konstruowałem domek z kart, o nieznanej mi a priori wartości.
Wstęp-rozwinięcie-zakończenie, dramaturgiczna struktura, w każdym felietonie Henryka, w świetnym języku, mają swoje klarowne uzasadnienie i kreatywne wzajemne relacje.
Zatem, wystarczy wziąć do czytania „pierwszy z brzegu” utwór traktujący mniej więcej o Kraju, Krajowcach, czy o psycho-socjologii Tu i Teraz!
Żeby doświadczyć wespół z Autorem jakiegoś aspektu Dobra Wspólnego, jako że Autor ostentacyjnie upiera się przy tradycyjnych wartościach.
Wiara, Nadzieja i Miłość, gdyby w jeszcze większym stopniu były Tu i Teraz deficytowe, ich nawet śladowe jakości będą prezentowane na piśmie. Nawet w felietonie!
„Wiadomości z Górki” – to jest właśnie to!
Zamiast życia wyższych sfer parlamentarno-rządowych lub akademicko-eksperckich, wspólne chwile spędzone przez psią arystokrację na Górce, nieopodal blokowisk.
Konsyliacyjny klimat przenikający Towarzystwo. Różnimy się wprawdzie, goldeny, labradory, teriery, etc., ale różnimy się pięknie! Trochę dokazujemy, ale w jakże zrównoważony sposób, godny Stanu Rasowości, którą reprezentujemy.
Towarzyski, solidarnościowy tranzyt poprzez geograficzne centrum Górki, na jaki się godzimy dla Gminu, wymaga od kundla jedynie dostosowania się do szlachetnego obyczaju kulturalnego obcowania. Przysłowiowego „splendid isolation”, a nie – np. seksualnej agresji wobec „dobrze urodzonych” suni, itd.itp.
Współdzielić mógłbym nawet rozkosz obcowania z ową Górką, gdyby nie zastanawiał mnie Skład arystokracji, zarejestrowany do wiadomości społeczeństwa internetowego.
Nie, żebym zgłaszał jakiekolwiek zastrzeżenia do Henrykowej wyliczanki ras. Oczywiście, arystokracja... Ale dlaczego brak rottweilera?
Czy to nie osobiste uprzedzenie Naszego Apologety „Górki”? Jako erudyta totalny, nie może wszak nie wiedzieć, że Rasa ta, to Arystokracja Pieskiego Rzymu?
Zła sława, stronnicze media, etc., gromadzące dowody nieprawości rottweilerów, to Spisek Kucyków, jego wariant! Ważę swoją Gaję, i, co? Pięćdziesiąt kilo! Czy , aby nie kompleks mniejszego gabarytu, „zaważył” na obiektywiźmie Autora „...Górki”? Henryk, znany z subtelności poeta, krytyk i felietonista, nie pokazał corpus delicti owego kompleksu. Jaki zabieg, zatem, pozostawał?
Ostracyzm! Zmowa milczenia o rottweilerach!
Gdy przemieszczasz się niemal bezszmerowo z psiego wątku na Wątek Ojczyzny, bez exodusu z Polszczyzny ironizujesz, że, cyt. „ jak to jest, że w tym kraju, iżby zachować trochę pogody ducha, trzeba koniecznie zejść na psy”.
Zgoda, ale tylko pod dodatkowym jeszcze warunkiem, że BEZ ROTTWEILERA NIE MA LEADERA!
Kto Tu i Teraz lepiej niż Rottweiler więcej waży kilogramy?
Gdy za Moim Rottim znajdę się na Górce, przekonacie się wszyscy, kto będzie Leaderem!
Kto Was zmusi lepiej, żeby zachować pogodę ducha?
|