Ponieważ mamy za sobą już pierwsze dwa miesiące orki, jaką jest nauka, natchnęło mnie, żeby wyrazić swoje poglądy na temat placówki, jaką jest szkoła. A z całą pewnością mogę powiedzieć, że wiem coś o niej. O tak.
Nie zaprzeczam, szkoła jest potrzebna, ale mimo, że jako przykładna uczennica siedzę już dziewiąty rok w tym edukacyjnym bagnie, to dalej nie mogę się nadziwić jakimi metodami państwo usiłuje wykształcić swoją przyszłość. Bo tu nie jest najważniejsze, co zostanie w naszych głowach, tylko, żeby zmieścić się w tych dziesięciu miesiącach roku szkolnego z programem. Totalne dno. Jeszcze dobrze nie skończymy rozumieć jeden temat, a już lecimy na łeb, na szyję do drugiego. I gdzie tu czas na uporządkowanie sobie wiedzy? Odpowiedź jest prosta: nie ma. Tylko geniusz jest w stanie spamiętać to wszystko, co chcą nam wbić do głów w szkole. I to też chyba genialny geniusz. To jest tak, jak z moim pakowaniem się na wakacje. Biorę porządną nadwyżkę niepotrzebnych rzeczy, bo "jakby co", a potem używam z nich tylko jakąś 1/8. Z naszą edukacją jest dokładnie tak samo. Wbijają nam do głów pełno rzeczy na "jakby co", które później nam i tak się nie przydadzą, bo też wykorzystamy tylko małą część tego wszystkiego. Więc nasuwa się pytanie: I po jaką cholerę? No cóż, wszyscy zamieszani w ten proceder z powodzeniem unikają odpowiedzi ;)Więc nie pozostaje nam nic innego, jak dalej wkuwać ogrom nieprzydatnej wiedzy.
Kolejną hm... "zaletą" szkoły jest jakże "interesujące" prowadzenie lekcji. Bo przecież nic tak nie odpręża umysłu, by wiadomości szybciej wchodziły nam do głowy, jak siedzenie sześć bitych godzin w ławkach, najlepiej w bezwzględnym milczeniu (bo przecież to milczenie jest złotem), jak w zakładzie karnym, z nosem w ciekawym, jak flaki z olejem, oraz tak prostym, jak język chiński podręczniku, z wiszącą w powietrzu groźbą obniżenia zachowania, lub też oceny i karcącym nauczycielem, kiedy dajemy znać, że nasze mózgi odmawiają dalszej nauki. Przyjemne prawda? No cóż, taka jest nasza rzeczywistość, bo przecież program nauczania nas goni!
Przerwy są niestety jedyną chwilą, kiedy można odpocząć. Jednak wielu nauczycieli uważa coś całkiem przeciwnego. Ba, co więcej większość twierdzi (przynajmniej w mojej szkole), że przerwy są właśnie dla nauczycieli, a nie dla uczniów! No jasne, bo takie ciągłe siedzenie w ławce i zmuszanie do myślenia nie jest ani trochę męczące. Ja przepraszam, ale jeżeli np. Panią Iksińską, dajmy na to polonistkę, nagle posadziliby na chociaż jedną lekcję na matematyce, której ta pani absolutnie nie rozumie, i do tego co rusz wyciągałoby ją do tablicy, a nauczyciel co rusz krzyczałby na nią i groził jedynką, czy obniżeniem zachowania, a potem, gdy zadzwoniłby dzwonek i Pani Iksińska szczęśliwa, że ten koszmar już się skończył chce już wyjść, to matematyk nagle wypada jej z tekstem, że przerwa jest dla nauczycieli, nie dla uczniów, a on się jeszcze nie zmęczył, i przetrzymałby klasę przez jeszcze całą przerwę, to czy Pani Iksińska nie byłaby zbulwersowana?! No raczej by była. Więc niech nauczyciele wreszcie wbiją to sobie do głów, że uczeń to też człowiek, a do tego mniej odporny niż on, i nie traktują nas jak zwierzęta!
W nauczycielach denerwuje mnie wiele rzeczy, ale jedna naprawdę mnie szokuje. A mianowicie to, że każdy nauczyciel jest święcie przekonany, że jego przedmiot jest najważniejszy, a inni nauczyciele nam nie zadają. I jeszcze potem, jak komuś się zdarzy zapomnieć, to bulwersują, że przecież nie mamy żadnych innych obowiązków. No nie wiem jak ich dzieci, ale my raczej w zakresie obowiązków nie mamy tylko jednego punktu z napisem "odrabianie lekcji". Bo my też mamy domy, i też mamy obowiązki domowe. Ale nauczycieli to nie obchodzi. Tak samo, jak nie obchodzi ich, że nauczyciel z matematyki też zadaje, i pani z biologii też, i pani z chemii też, i z historii też... i tak ze wszystkich przedmiotów, co suma summarum daje nam całkiem pokaźny stos zadań domowych.
Nie wiem, jak w innych szkołach, ale w mojej jest niestety takie głupie coś, że każda klasa kilka razy w roku pełni dyżury. Dyżury obejmują wyjście ze szkoły, żeby uczniowie nie mogli uciec ;), korytarze, żeby panował porządek (chociaż nie wiem po co to, bo przecież, z tego co wiem, to nauczyciele powinni pilnować porządku na korytarzach :D ), toalety :O (nie mam zielonego pojęcia po co), i... pokój nauczycielski! Ktoś się spyta: a po co? Ano po to, żeby OTWIERAĆ DRZWI wchodzącym i wychodzącym nauczycielom! Szczyt snobizmu! Ja rozumiem, jak nauczyciel idzie obładowany tekami, zeszytami, czy Bóg wie czym, to mu pomóc nieść, czy właśnie otworzyć drzwi, ale u nas nie! Trzeba każdemu nauczycielowi ekstra! A co oni rączek nie mają??? Przecież im nie odpadną od ciągnięcia za klamkę! Na szczęście, nie wszyscy nauczyciele idą jak pawie, tylko sami sobie otwierają, a jeszcze inni jak im otworzysz, to chociaż podziękują. Ale jest taka grupa nauczycieli, którzy jeżeli im nie otworzysz, to będą stać i świecić oczami pod drzwiami, zanim im nie otworzysz! Głupota totalna. Chyba niże już nie można upaść. Po prostu pukają od spodu dna bezczelności!
Kolejnym ciekawym faktem z życia szkoły jest interesujące zachowanie nauczycieli na śmieci. W szkole, jak w szkole są osoby, które za nic mają czystość i zostawiają śmieci na podłodze. A reszta uczniów, wiadomo: albo podniesie, albo nie, bo to nie jego, co jest całkiem zrozumiałe. Ale fajnie w takich sytuacjach zachowują się nasi pedagodzy. Kiedy nawet papierek leży im wręcz u stóp, zamiast sami się schylić i wyrzucić, to biorą i wołają stojącego od nich 10 metrów ucznia i każą mu go podnosić. Bo rzeczywiście takie schylanie się po papierki przez nauczyciela może wywołać potężne szkody na zdrowiu, a taki młody to nawet jak kawałek będzie musiał się przebiec do tego papierka, to ciach, ciach i po sprawie, nie? Ja może nawet dla przykładu przytoczę to, co kiedyś na lekcji opowiedziała nam jedna z nauczycielek, to ja nie widziałam, czy się śmiać, czy płakać. A powiedziała mniej więcej coś takiego: "Wiecie co?! Ta dzisiejsza młodzież to jest po prostu bezczelna! Ja dzisiaj rano jak miałam dyżur na korytarzu zauważyłam koło mnie papierek, więc zawołałam jednego z chłopców, co stali niedaleko, żeby go podniósł, a on najzwyczajniej mnie zignorował! (a może po prostu nie usłyszał ;) )I wiecie co? SAMA musiałam podnieść ten papierek! No, to już jest szczyt bezczelności!!!!". Potem zastanawiałam się jak bardzo ucierpiały jej plecy od tego schylania się, i czy rąk sobie przypadkiem nie zniszczyła ;)
W każdym razie, jak widać szkoła nie jest idealna. A jaj metody jeszcze bardziej nie są. Ale co zrobić? Taka jest rzeczywistość. Jednak to, co opisałam, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Bo takich sytuacji i zachowań jest znacznie więcej ;)
|