Każdy pewnie choć raz widział taki obrazek: pięknie wymalowana pani, gustowna biżuteria... pewnie żona jakiegoś Pana Prezesa albo coś w tym stylu. I, oczywiście – jak na żonę Pana Prezesa przystało ma na sobie piękne, mięciutkie futro z norek, lisów, albo innych zwierząt. Nie zapominajmy o małym pieseczku z kokardką, ubranym w jakieś sukieneczki, garniturki etc... Żona Pana Prezesa zapewnia nas o tym jak to ona kocha swojego pieseczka...
„Och, ona taka wrażliwa... Pusiuniu, kochanie, nie zimno Ci? Moje biedactwo chodź na rączki... O jejku, kokardka się przekrzywiła... Zaraz poprawimy, poczekaj. Przepraszam, co mówiłeś? O popatrz na pazurki! (...) No, oczywiście kosmetyczka co tydzień, manicure...” Znacie to? Widok takiego biednego stworzenia przyprawia mnie o mdłości. „Bo ja tak kocham zwierzaczki! Absolutnie, żadnego okrucieństwa! Oj, kochanie...” – ostatnie zdanie oczywiście kierowane jest do psa...
Kocha zwierzaczki, manifestując swoją miłość noszeniem prawdziwego futra, zdartego ze zwierząt?
Obrzydliwość.
W Bułgarii dla futer zabija się bezpańskie psy...
Lisy hodowane na futra żyją w zdecydowanie za małych klatkach. Odgryzają sobie kawałki ciała, żeby mieć miejsce gdzie się ruszyć. Nie widzą słońca przez całe życie... aż do śmierci. Wtedy pierszy raz wychodzą z klatki. Nie wracając do niej.
Tak, my kochamy zwierzęta. Mają przecież takie mięciutkie furerka... No, przecież można też na nich zarobić!