Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (52)
Media (157)
Obyczaje (212)
Ona-On (80)
Polityka (220)
Społeczeństwo (327)
Sylwetki (41)
Inne (316)
Poczekalnia (605)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Total Venom czyli TV
Total Venom czyli TV
Od czego zacząć temat, który jest znany nam wszystkim. Bo z kim jak z kim, ale z „wielkimi ludźmi”, do czynienia mamy codziennie i zbytnio nie kwapimy się do tego, a żeby przypadkiem odciąć się od tego kabla z wysokim napięciem. Czemu tak? Kochane media. Tej miłości nie da się wytłumaczyć, bo media są jednoznaczne, przynajmniej w odczuciu szarego człowieka. Czy naprawdę uważamy, że piękne sceny pojednań i wygranych, są pojednaniami i wygranymi? Media, to najlepszy aktor jakiego spotkałam w życiu. Aktor lub jak kto woli aktorzy. To co widzimy w telewizji, to nic innego jak ich miejsce pracy. Czy zatem określenie mediów teatrem jest trafne? Może nie mieszajmy w to teatru. Nie zasłużył sobie na to...ale do rzeczy. Zacznę od początku do końca tak jak to zwykle się robi, bo jedno bez drugiego nie istnieje hm... i znowu piękne odniesienie do telewizji, która bez nas wyżyć...nie wyżyje. A więc:

Językiem można zmiażdżyć człowieka – i my czujmy się zmiażdżeni. Każdy kto w jakiś sposób odczuwa uzależnienie od telewizji, może czuć się zmiażdżony tym masowym językiem, którego przekaz dociera do nas bardzo łatwo, może zbyt łatwo i dlatego tak się temu oddajemy, co też jest zwyczajnym chwytem. Dlaczego? Jak wielu z nas narzeka na telewizję... a to że za dużo reklam, a to że za dużo mówią i „grają na czas”...a jednak wciąż tkwimy w fotelu z pilotem w ręku i słuchamy cóż nowego mają nam dopowiedzenia. I wcale nie wyłączamy telewizora, nawet wzroku nie zabieramy w inną stronę, oglądamy w oczekiwaniu na to, że skończą mówić, a reklama ( ta długa i nudna ) się skończy i nareszcie pożywimy się czymś co (tylko w naszej podświadomości) jest dla nas dobre i pozwoli dobrze spędzić czas w domowym zaciszu.

Kropla częsta kamień przedziurawi – lub wyżłobi jak kto woli...im więcej tym gorzej. Telewizja towarzyszy dziecku już od przynajmniej 4 roku życia. Wiemy dobrze, jak wiele „bajek”, to animowane filmy dla dorosłych. Ale w gazecie napisali, że to bajka, to sadzamy dziecko przed telewizorem, może niekoniecznie 4 letnie...i niech sobie ogląda, a my zajmiemy się domem. Dziecko nie powie, że bajka jest głupia, bo jest kolorowa i wszystko się rusza, może być najnudniejsza, ale obraz jest „ładny”. Ten właśnie „ładny obraz”, najbardziej działa na jego wyobraźnie, która w najmłodszych latach powinna być kształtowana zupełnie innymi filmami „dla dzieci”. Zbyt często oglądanie telewizji (już nawet nie uwzględniając tego co oglądamy) uzależnia dziecko, nastolatka a nawet dorosłych.

Telewizja pokazuje nam tyle wiedzy ze świata ile wg nich powinniśmy jej mieć – i tak jest w istocie. Informacje z innych zakątków świata (lub z Polski) przechodzą przez tyle „rąk”, że zanim trafią na ekran, są albo dalekie od rzeczywistości, albo trochę z tej rzeczywistości okrojone.

Płacz jest czymś osobistym i pokazywanie tego płaczu to łamanie zasad moralności – i czy nie jest tak? Wypadki samochodowe, utonięcia, tragedie w kopalniach, gwałty...ofiary tych życiowych tragedii pozostawiają matki, ojców czasem dzieci...To oni będą teraz na oczach całej Polski mówić jak bardzo cierpią, mówiąc to przez łzy lub we łzach. „No bo co to byłby za materiał bez tej autentyczności i realizmu?” – mogliby zapytać dziennikarze, do których te zarzuty są kierowane. I tym pytaniem udowodniliby, że zarobek, to rzecz święta i oczywiście oglądalność, która wzrasta gdy pokazuje się ludzki płacz, tragedie, gdy zadaje się im pytania jak się czują, w momencie gdy nie mogą złapać oddechu i wykrztusić z siebie ani słowa. A jak mogą się czuć?

Telewizja skupia naszą uwagę na cielesności, propaguje styl amerykański i mówi, że zmiany są dobre – i w pewnym stopniu nawet się zgodzę. O ciało trzeba dbać, chociażby dla swojego zdrowia, dla siebie...amerykańska otwartość na zmiany, w porządku, ale...nie tak diametralne. Telewizja mąci w głowie. A komu? Młodym matkom, nastolatkom i ogółem młodym ludziom szukającym życiowej ścieżki. Młode matki już nie idą do swych matek z poradą, a oglądają telewizję, która nauczy ich więcej. Nastolatki fascynują się „osiągnięciami” polskich i zagranicznych „gwiazd”. A młodzi, czekają aż ktoś im powie... „Co dalej”...Bo przyjęło się kopiowanie. Młodzi często nie szukają w sobie pasji, tylko szukają tej pasji w innych. Ta, która im się spodoba, staje się też ich pasją. Na dłuższą metę, to oczywiście staje się męczące, ale choć przez chwile byli tacy jak „oni”.

Musi być ciekawie, kontrowersyjnie i mało ambitnie, wtedy na pewno nas obejrzą – właśnie. Popyt na ambitne programy jest znikomy. Nie ma ich prawie wcale. Wszystko to seriale, teleturnieje i programy rozrywkowe. Ambitne? Mało jeśli nie wcale. Telewizja w jakiś sposób narzuca nam tok myślenia, narzuca nam rozwiązania, zdanie jakie mamy na jakiś temat czy stanowisko jakie najlepiej przyjąć w dyskusji. Wracając do mało ambitnych programów...czemu się je ogląda? Bo wysiłek umysłowy jaki trzeba włożyć w zrozumienie przekazu jest niewielki. Po prostu „przyklejamy” oczy do ekranu i patrzymy z „zainteresowaniem”.

„W obliczu wielkich ludzi...czujemy, że zmarnowaliśmy życie i marnujemy je z premedytacją każdego dnia” – jak pokazują nam w telewizji „ludzi pięknych”, młodych, którzy już cel osiągnęli, to zaciskamy pilota w ręku i myślimy: a ja tu tkwię w tym fotelu, nikt mnie nie zna, nikt nie pozna, bo poznał już tych, których oglądam, ja nigdy się nie przebiję i nigdy nic nie osiągnę, a jeśli już nawet, to nic tak wielkiego jak oni” Obraz telewizji działa i motywacyjnie i mówiąc potocznie „dołująco”. Szkoda, że częściej jednak „dołująco”

Telewizja nami manipuluje, ale tak, żeby nie wyglądało to na manipulacje, tylko na dbanie o potrzeby widza. Tylko właśnie, „widza masowego”. Chodzi o to, że istnieje jeszcze jakiś procent ambitnych, czekających na dobry i ciekawy program widzów, ale właśnie ten procent jest „jakiś”...tzn. jest nie znaczny, a jeśli nie znaczny, to nie ważny. Więc żadna telewizja nie postawi na ambicje, bo się to nie opłaca. Większy zysk jest z tych, którzy jako takiego zastanawiania się nad sensem nie lubią. Nie chcą czegoś analizować, wolą te analizę mieć gotową i tylko się jej przyjrzeć i to bez większego zaangażowania, bo ufamy, że jej twórcy zrobili to perfekcyjnie. A niestety tego co raz więcej. Telewizja, która z biedy potrafi zrobić reklamę turystyczną, a z łez chwyt na oglądalność nie jest warta ludzkiej uwagi. Nie jest warta tych godzin, które jej poświęcamy, uważając że to coś dobrego. Nie odbierajmy jej wiec poważnie, zachowując dystans, nie oddajmy się całkiem temu co nam „dają”. Dystans. Jego i Wam i sobie życzę.
Serenidad
Ocena: 3,50, ilość głosów: 2, ilość wyświetleń: 932
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Total Venom czyli TV


Brak komentarzy dla tego felietonu


Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Total Venom czyli TV
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

Spis Stron Internetowych | mallow.histod.pl | mimre.benton.pl | złom legnica | pies berneński