Szukaj Strona Główna   Wszystkie felietony   Kontakt   Napisz Felieton   Regulamin
Kategorie
Codzienność (258)
Kultura (52)
Media (157)
Obyczaje (212)
Ona-On (80)
Polityka (220)
Społeczeństwo (327)
Sylwetki (41)
Inne (316)
Poczekalnia (605)

Subskrypcja
Powiadamianie o nowych felietonach:


Reklama

Ostatnio komentowane

Zaloguj się
Login:
Hasło:
zarejestruj się

Perfumeria internetowa
Domzapachow.pl - perfumeria internetowa

Najpłodniejsi autorzy


Czerwona latarnia - jak być ostatnim
Czerwona latarnia - jak być ostatnim
Czerwona latarnia, Proszę się nie obawiać. Nie będziemy pisać o żadnych nieobyczajnych sytuacjach, jakie są z czerwoną latarnią kojarzone (dzielnice „czerwonych latarni”, „dom z czerwoną latarnią”). Nie takie figle nam w głowie. Zresztą w polskiej sytuacji tzw. Agencje towarzyskie nawet zapomniały o tym symbolicznym przesłaniu czerwieni, zaś zmarzniętym tirówkom bardziej przydałyby się kokosowniki (większość Czytelników pamięta je ze stanu wojennego) niż jakieś kulturowe ozdobniki (jeśliby któraś z frakcji politycznych zechciała je nimi oznaczyć). Myślę tu o wyrażeniu „czerwona latarnia”, które jest oczywiście przenośnią, ale ma też wszelkie cechy wyrażenia – wskaźnika odsyłającego do utrwalonej i rozpoznawalnej sytuacji ludzkiej. To powiedzenie przeszło jakby na powrót do języka ze sportu, dokładniej – sportowego slangu, sportowych sprawozdań. A słyszeliśmy je często, kiedy jeszcze fascynował nas Wyścig Pokoju relacjonowany przez radio (młodsi czytelnicy mi nie uwierzą, ale kiedyś nie było telewizji!) i kiedy już nacieszyliśmy się zwycięstwem Polaków, albo popłakaliśmy się z powodu zwycięstwa pobratymców, to jeszcze czekała nas miła niespodzianka o wyraźnie karnawałowo - teatralnym charakterze: przyjazd ostatniego zawodnika (najczęściej był on przedstawicielem tzw. Trzeciego Świata) po dwu lub trzech godzinach oczekiwania od momentu, kiedy peleton przejechał linię mety. Mogło tak być i innej dyscyplinie sportu – pamiętamy którąś tam Olimpiadę, gdzie w sportach pływackich startował Nigeryjczyk, który przyniósł chlubę swemu krajowi, a sobie niewątpliwą korzyść, ponieważ basen przepłynął i mimo kilku zachłyśnięć przecież się nie utopił. „Czerwona latarnia” zatem oznacza w porządku społecznym, kulturowym, zawodowym ostatnie miejsce. W tych wydarzeniach sportowych było ono spektakularne, wywoływało życzliwą wesołość i ten ostatni zawodnik był równie fetowany jak zmieniający się zwycięzcy (on przynajmniej miał ustalone, niezmienne miejsce). Ale kiedy „przełożymy „ to na nasze życie? Przecież nasza życiowa narracja ma zazwyczaj taki scenariusz: Na studiach jesteśmy dostrzegani i lubiani. Uważają nas za zdolnego młodego człowieka. Piszemy interesującą pracę magisterską. Zostajemy asystentem. Trochę marudzimy z doktoratem, ale w końcu zdobywamy się na „spięcie” i wychodzi całkiem zgrabny ( a nawet niegłupi) elaboracik. Trochę nad nim siedzimy, wydajemy książką, o której się życzliwie pisze. Mamy te swoje pięć minut w życiu. Zakładamy rodzinę. Kochamy żonę. Cieszymy się z narodzin syna. Może nawet zasadzimy jabłoń, ale już nie zbudujemy domu, bo walczymy o przeżycie od 1 do 15 każdego miesiąca. Walczymy o nadgodziny, szczęśliwie udaje nam się zatrudnić w drugiej uczelni. Cały czas poświęcamy na dydaktykę (zakładam, że jesteśmy jednak tzw. porządnymi, odpowiedzialnymi ludźmi). W tym czasie zmienia się moda naukowa. Wasze wcześniejsze odkrycia okazują się staroświeckie, przeganiają was byli studenci a teraz koledzy doktoranci). Coś tam jeszcze robicie, jeszcze się nie poddajecie, pocieszacie się mitem Twórczych Starych Mężczyzn, którzy najlepsze swoje dzieła tworzyli w granicach osiemdziesiątki. Ale już was nie cytują,nie zapraszają na zjazdy i konferencje naukowe, wypadacie z „pola morfogenetycznego” ( a co to jest, może napiszę w następnym felietonie). Trzyma się was (mimo upokarzających zeznań przed komisjami rotacyjnymi), bo jednak wykonujecie najczarniejszą, najcięższą robotę dydaktyczną. A może dlatego, że wprowadzacie do Zespołu porządek, chronicie go przed entropią: wiadomo bowiem, że mimo płynnej hierarchii wewnętrznej wy jesteście niepodważalną ‘czerwoną latarnią”- poza wami już tylko ciemność. Najpierw powtarzacie dumne słowa T.S. Eliota:”Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła?”?”. Potem rozmawiacie ze starym psem. Czasu macie dużo, bo litościwie pozwolono Wam odejść na wcześniejszą emeryturę, zaś drugi pracodawca znalazł na Wasze miejsce kogoś młodszego i „dynamiczniejszego”. Pies jest coraz słabszy. I teraz już tylko zastanawiacie się, którego z was pierwszego zabierze litościwa śmierć. Cóż –o jedną czerwoną latarnię mniej.
Henryk Pustkowski
Ocena: 4,40, ilość głosów: 15, ilość wyświetleń: 2332
Oceń ten felieton:

Poleć ten felieton znajomemu


Komentarze

Komentarze do: Czerwona latarnia - jak być ostatnim
lIhKEzqUftqchP
K85d6F , [url=http://kbnvoorjnsef.com/]kbnvoorjnsef[/url], [link=http://iqpiuksyyqsx.com/]iqpiuksyyqsx[/link], http://aeakupdkqhtu.com/
efHUFZKG
31-05-2011 11:52:35 AM

WtWbKeGDZsepVTrepQK
lPUvhw brbftbctvubt
oCCUOHXGFkJ
27-05-2011 05:46:30 PM

btPIghHDwCZY
heiy6O , [url=http://smmpidsofzcg.com/]smmpidsofzcg[/url], [link=http://ykwrzgoatqdd.com/]ykwrzgoatqdd[/link], http://vtysmdxyrazi.com/
TMxxJHzmediUwCG
23-05-2011 06:59:25 PM

nNbvsuXloBLKfj
N97QDb rpikygkqenzm
bjxCrKKGgMcky
22-05-2011 03:26:12 PM

nnvoQPUfqangSYtP
Stands back from the kyeobard in amazement! Thanks!
xFjIeRzrHEl
22-05-2011 12:10:24 AM

na ogół,felieton na stronie www.felieton.pl jet domeną ludzi młodych. Niechaj wszakże pamiętają, że młodość rychło zamienia się w dojrzałość, potem w starość. Kochajcie staruszków, bowiem (nie)wesołe jest życie staruszka. HP
08-02-2006 11:15:43 AM

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz do: Czerwona latarnia - jak być ostatnim
Tytuł
Treść
Autor
Wpisz tekst z obrazka:

Copyright by felieton.pl 2004. InetMedia - pozycjonowanie stron www, Linki, Felietony
Felieton.pl poleca: Hotele w krakowie, Cityinfo

wakacje.bialystok.pl | silniki elektryczne | Spis Stron Internetowych | kasy fiskalne kraków | windykacja