Każdy filozof–praktyk (w odróżnieniu od teoretyków, którzy jedynie badają filozofię) tworzy swój własny system filozoficzny, którego jest pewien. Jest pewien jego prawdziwości, niezmienności i uniwersalności względem wszystkich ludzi. Filozofów tych było już setki i setki pozostawili po sobie systemów. Oczywiście nie może być tak, by każdy z nich miał rację. Ja jednak posunę się dalej twierdzeniem, że żaden i jednocześnie każdy z nich miał rację.
Rzecz w tym, że filozofia z reguły próbuje dzielić. Dzielić i szufladkować ludzi, zjawiska, zachowania, idee. Tym sposobem powstają podziały – na lewicę, prawicę, romantyków, pozytywistów, ludzi dobrych, złych itd. Podziały jednoznaczne nie dopuszczające do istnienia innych możliwości. Tymczasem sprawa nigdy nie była i nie będzie taka prosta i klarowna. Nie da się ludzkości podzielić na dwie części, jednego wrzucamy do worka z napisem„pozytywiści” drugiego z napisem „romantycy”. Ten jest lewicowcem, a ten to stuprocentowy prawicowiec. Nikt nie jest w pełni taki lub taki. Każdy jest sobą i każdy jest inny. Tak jak linie papilarne. Każdy ma swój charakter i swoją osobowość. Kwestia tylko czy będzie się z nią obnosił, czy schowa ją gdzieś głębiej, wchodząc na własne życzenie do jednego z worków (Nawet najświeższy przykład - Liga Polskich Rodzin – która sama określa siebie jako zdecydowaną i nieugiętą prawicę – próbuje przepchnąć ustawę o iście socjalistycznym charakterze. Chodzi oczywiście o pozbawienie obywateli posiadających ziemie, przez które przebiega stok narciarski, prawa własności do tych ziem na okres zimy. Oczywiście ku dobru większości – skąd ja to znam.)
Filozofowie próbują udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytania trudne, chciałoby się rzec - podstawowe. Na przykład czym jest prawda, czym jest wiara, czym jest piękno, dobro, miłość itd. Kierkegaard (czytelnik nie musi wiedzieć kto to był, to mało istotne) podzielił życie na trzy etapy: estetyczny, etyczny i religijny. Następują kolejno po sobie i w tej kolejności wyraża się ich wartość (najprymitywniejszy jest estetyczny, najszlachetniejszy to religijny). Etap estetyczny dotyczy głównie ludzi młodych, w tym okresie ludzie skupiają się na przeżyciach zmysłowych,. Pragną mocnych wrażeń, podróży, zabawy, poznawania innych ludzi – jednym słowem aktywnego życia. Potem następuje etap etyczny. Jest to czas na refleksję nad swoimi zasadami, moralnością itp. Klarujemy wówczas swoje poglądy i ideały, którym chcemy być wierni. Etap trzeci to przywilej niewielu. To wtedy następuje osobista relacja z Bogiem, pojawia się element nieskończoności – ogólnie rzecz ujmując rozwijamy swoją religijność.
Opisałem ten trójpodział Kierkegaarda by przedstawić pewien wspólny mianownik znacznej większości twierdzeń znanych filozofów. Próbują oni bowiem przedstawić rzeczywistość w sposób klarowny, równo podzielony i ostateczny. Sam studiowałem filozofię więc można powiedzieć, że jestem w temacie. Gdybyście tylko wiedzieli ile ksiąg, lat, dyskusji, wytężonych kontemplacji i nieskończonych sporów poświęcono na jednoznaczne określenie czym jest…prawda. Prawda! Każdy przedszkolak wie czym jest prawda. I jaki jest efekt tych poświęceń? No więc żaden, problem pozostał nierozwiązany. Rzecz tkwi jedynie w tym, że istnieją w świecie rzeczy i zjawiska tak oczywiste i jasne, że nie da się ich zdefiniować. Weźmy na przykład punkt. Spytajcie matematyków – nie ma definicji punktu, oni (matematycy) to wiedzą i nie marnują sił na niemożliwe. Bo jak określić punkt – każdy wie czym on jest - jednak nie da się wyprowadzić ostatecznej definicji. Tak samo jest z wieloma innymi zjawiskami. Światło – każdy wie czym ono jest. Jednak jak to określić w sposób pełny i ostateczny? Nie pytam skąd światło się bierze, z czego się składa, lub czemu służy – ale co to jest , jaka jest jego istota, definicja – bez określania jego źródeł itp.
Podobny problem tyczy się wielu zjawisk. Zjawisk oczywistych dla wszystkich. Filozofowie są jak sfrustrowani językoznawcy – muszą określić nieokreślone. Zagłębiają się i błądzą w wieloznaczności słów, by wreszcie ująć w nich zjawiska które tego nie potrzebują – jak miłość. Ją najlepiej określić w czynach – definicja słowna to cel nie do osiągnięcia.
Można mówić o honorze, jednak można też po prostu być honorowym nie wypowiadając przez całe życie słowa „honor”. Tym przyjemniejszym akcentem kończę swoją wypowiedź. Pragnę jedynie by ludzie pamiętali (i bym ja też o tym pamiętał), że od słów zawsze ważniejsze będą czyny.