Bezczelnie została zachwiana jakże salonowa i pełna galanterii polska klasa polityczna. Jakże głośne historie lubią swoje równie głośne powroty.
Tu powrotem do korzeni okazała się kolejna seks afera rozporkowo-guzikowa. (w zależności od modelu spodni)
Była posłanka samoobrony natknęła się na dziwny trop. Otóż jej dziecko zaczęło przypominać swojego byłego przełożonego ,który rzekomo niejednokrotnie przełożył matkę dziecka przez kolano.
Jak mówi rzeczona wcześniej nazwa partii ,pani Aneta postanowiła walczyć w pojedynkę z duetem niezaspokojonych polityków w imię dyskryminowanych kobiet.
Aneta K. oskarża swojego byłego chlebodawcę o udział w tym niecnym akcie miłosnym ,który jak mówi odbył się niejednokrotnie i nie zaliczał się do terminologii aktu miłosnego . Poseł Łyżwiński ,bo o nim mowa ,jest według Pani Anety ojcem jej najmłodszego dziecka.
Okazuje się również ,że pan poseł jest nie tylko dawcą chleba ,ale jak się okaże w późniejszym czasie jest również dawcą leków ,które leczyć nie miały. Nie konsultując się z lekarzem ani z farmaceutą aplikuje dawki oksytocyny ,które miały się przyczynić do przyśpieszenia porodu. Dla niewtajemniczonych pragnę wyjaśnić ,że owy preparat jest przeznaczony dla zwierząt.
Pani Aneta ze względu na swój dziki temperament , padła ofiarą szalonego weterynarza z samoobrony.
Na tym nie kończą się prześladowania naszej bohaterki ,gdyż poseł Łyżwiński starał się jak mógł by pozbyć się problemu. Usilnie nie dopuszczał do porodu. Gdy to nie poskutkowało ,poinstruował swoją pracownice ,aby ta zrzekła się praw rodzicielskich. W momencie gdy już wszystkie pomysły wzięły w łeb ,sugerował pani Anecie skrzętną opowiastkę jak to bocian przeleciał przez klub dyskotekowy podczas hucznej i wylewnej imprezy.
Aneta K. okazuje się niezłomną kobietą.
Jakby tego było mało do SEX-portu dobija wicepremier razem ze swoją świtą kombajnów i ciężką kotwicą w kieszeni. Na tyle ciężką ,że spowodowała zsunięcie zacnych spodni garniturowych pana Leppera.
Okazuje się ,że obecny wicepremier również maczał w tej sprawie palce i jak zapewnia Pani Aneta nie tylko palce. W zamian za stałą i ciepłą posadkę miała świadczyć usługi „matrymonialne” wpisane w najstarszy kunszt świata. Powiało naprawdę wielkim artyzmem. Największym ewenementem w tej sprawie jest suma jaką przyszło zarabiać naszej ofierze. Biorąc pod uwagę sumę 1200 zł ,można z takimi ciągotkami wyjść na ulicę bo tam w takiej sytuacji leży większy pieniądz.
Duet ogierów zapewnia ,że nie mieli jakiegokolwiek udziału w przyśpieszonym kursie dla ginekologów ,w którym obiektem doświadczeń miała by być Aneta K. I pewnie prędzej im by się zboże wyspało z rozporków niż coś innego miałoby się wysypać.
Cała sprawa moim zdaniem prowadzi do istnej prowokacji i wywołania szumu informacyjnego wokół polityki.
Ta sprawa z pewnością ma swoje drugie podłoże i drugie dno. Pierwszym dnem i to totalnym jest medialna żebranina w wykonaniu pani Krawczyk.
Niespełnione ambicje ? Za mało waluty na koncie ? Za mało pracy w Radomiu ? Tysiące pytań ciśnie się na usta większości Polaków.
Jaki będzie finał tej sprawy ? Czy pozytywne wyniki DNA obu panów zaspokoją wreszcie panią Anetę ?
Wkrótce zobaczymy. Tak czy owak Aneta K. pragnie być prekursorem walki o tolerancję wśród nie tolerowanych kobiet. Również w przyszłości pragnie założyć fundację dla takich pań.
Wielki apel. Niech wszystkie nierządnice z listy konsumenckiego ABC złożą się wspólnie jak jeden mąż na fundację imienia posła Łyżwińskiego.
A posadzka niech będzie najlepiej w biało czerwone pasy symbolizujące samo bronienie się.